Nabytki płytowe #11

W miniony czwartek (18.12) postanowiłem wybrać się na małe zakupy w poszukiwaniu czegoś, co nadałoby się na prezent(y) dla moich najbliższych. Nie byłbym sobą, gdybym nie zahaczył o Media Markt. Nabyłem tam dwie płyty, na które ochotę miałem już od dłuższego czasu.
Pierwsza z nich to “Heavi Metal” Fisza i Emade. Muszę przyznać, że forma wydania płyty pozytywnie mnie zaskoczyła. Stylowy digipack, wewnątrz którego znajdują się intrygujące rysunki przedstawiające twórców albumu. Ponadto mamy jeszcze książeczkę. Jest ona wydrukowana na nieco grubszym papierze, co sprawia, że jest podwójnie atrakcyjna i (jak to mawia mój kolega) “aż chce się ją trzymać w ręku”. A zawartość? Każdy wie
Drugi cedek to najnowszy Afro Kolektyw. W porównaniu z “Heavi Metalem”, płyta wypada nieco bladziej. Jak najbardziej podoba mi się cały pomysł stworzenia takowej okładki, ale jednak brakuje tego ‘czegoś’. Po połączeniu kropek znajdujących się na froncie ujrzymy wizerunek człowieka trzymającego w ręku granat, Co do kropek znajdujących się w książeczce, nie wiem jeszcze, co przedstawiają po połączeniu. W któryś z dni świątecznych pofatyguje się i je zeskanuje, bowiem jestem ciekawy, cóż mogą przedstawiać. Płyta na pewno słabsza od “Czarno widzę”, ale ma swój klimat. Podsumowując - zawartość o wiele lepsza od części wizualnej.
I teraz coś, czego się nie spodziewałem. Zaraz koło płyty Żuroma, znalazłem Włodiego i jego płytę “W…”. Nie sądziłem, że drugi, solowy album jednego z członków Molesty znajdzie się w mojej płytotece, ale jak widać - przypadki chodzą po ludziach. Cóż tu powiedzieć? Krążek bardzo solidny, wiele razy go słuchałem. Pomimo, że wyszedł ponad 3 lata temu, do dziś nie stracił nic ze swojej świeżości w moich oczach.
Podsumowując temat Media Markt, wyszedłem zadowolony z trzema niezłymi płytami w reklamówce.
Myślicie, że to koniec? Nic bardziej mylnego. Zaszedłem także do Empiku, w którym nabyłem jeden krążek. Jest to ekipa PMM ze Szczecina i ich debiutancki materiał zatytułowany “Polski Mistrzowski Manewr”. Przyznam bez bicia, że gdyby nie goście jakich zaprosili w ogóle nie zwróciłbym na to uwagi, ale po przesłuchaniu całości byłem zaskoczony. O featach raperów jak i producentów już pisałem, więc żeby się nie powtarzać, zachęcam was do sprawdzenia legalnego debiutu Głowy i Węża.
PS. Zdjęcie słabej jakości, ale niestety zabrakło mi baterii do cyfrówki. Widnieje tam także płyta Eldo, którą miałem już dzień przed premierą, ale jakoś tak wyszło, że zapomniałem ją uwzględnić w poprzednich częściach cyklu.







