Nabytki płytowe #35

Mimo, że nie latem, ale pod koniec listopada dostałem od Gurala mniej-więcej to, na co czekałem. Po swojej najsłabszej solówce DGE uderza z kolejnym wydawnictwem, które klimatem bardziej przypomina mixtape niż pełnoprawny album. Nie mamy tutaj durnych rozkminek czy pseudo-jakichś tam wyszukanych frazesów jak na swoim poprzedniku, tylko w większości dobre kawałki do pobujania głową. Oczywiście nie należy doszukiwać się w nich głębszego sensu, bo czasem poznański raper sypnie takim wersem, że nie pozostaje nic innego, jak toczyć bekę. Przykład? Pierwszy z brzegu: “Pamiętaj! Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe / źle życzysz bliźniemu? Obyś złapał kiłę! / Oglądałeś Piłę? Puknij się kurwa w głowę / nie wszystko, co możliwe, to koniecznie jest zdrowe” - hahaha.
Słuchając “Zaklinacza” nie sposób odnieść wrażenia, że album jest zupełnie niespójny. I słusznie, bo sam zainteresowany wspomniał, że krążek ten jest bardziej jak zbiór singli. Refleksyjny “Wszystko jest stanem umysłu”, bangerowa “Szpadymelodia”, czy staroszkolna “Brudna introdukcja” - coś w tym jest. Pomijając singlowe kawałki (nie zapominając o “Polskim Wall Streecie”) warto także docenić “Dzień, w którym zatrzymała się ziemia”, czyli mój faworyt z płyty. Swoją drogą, zauważyliście, że Gural coraz częściej wspomina o swoim życiu prywatnym? Dzieci, rodzina, dom, a w klipach dziwki i Chryslery, hmm… Fani brzmień mixtape’owych, do których przyzwyczaił nas założyciel Szpadyzora będą zadowoleni także z kawałka “Świeci luna” (banger!!), czy “Te kilka aut”, który tak naprawdę jest wielkim follow-upem.
Trochę cukru już posypałem, więc wypadałoby się skupić na negatywnych stronach albumu. Prawdę mówiąc, jest mi trudno cokolwiek napisać, ponieważ podczas słuchania regularnie pomijam tylko “Jestem dziki” i “Outro”, czasem denerwuje mnie remix “Koloru purpury”, bo nudzi mnie bit, który słyszałem parę tracków wstecz. Na pewno Gralowi można zarzucić, że nie zaprezentował nam nic nowego. Słyszymy tutaj same sprawdzone patenty, które już gdzieś wcześniej były użyte i - powiedzmy sobie szczerze - DGE swoje najlepsze lata ma już za sobą.
Podsumowując, fani Gurala z “Zaklinacza deszczu” będą na pewno zadowoleni, natomiast oponenci, tudzież (ostatnio bardzo lubiane słowo) HEJTERZY nie mają tutaj czego szukać. Płyta bardzo dobra na jakąś najebkę, czy bujanie się furą po mieście, albo… jeśli jesteś gimbusem - wrzuć te płytę na telefon i zapierdalaj po ulicach.
Jak widzicie, zakupiłem wydanie limitowane zawierające dodatkowe DVD. A co na nim? Film obrazujący proces powstawania płyty oraz wszystkie teledyski promocyjne. Nie miałem jeszcze czasu obejrzeć całego, prawie pół godzinnego filmu, ale wiem, że oprócz wypowiedzi Gurala znajdziemy tam parę głow od Qlopa, Waldemara Kasty, czy osoby odpowiadającej za mastering płyty. Warto też zwrócić uwagę na wydanie płyty - duże pudełko, jak w przypadku wydawnictw DVD, jednak ‘kartonikowe’, więc jak to nazwać? Digi-DVD-Box? HE HE.
Info:
Kupiono: 29 października 2011
W: necie, na www.szpadyzor.pl
Za: 36,00 zł
Płyt w kolekcji: #495*
* Liczba nie zgadza się w stosunku do poprzednich ‘nabytków’, ponieważ w międzyczasie zorientowałem się , że płyty Króla mam przecież w obu wydaniach, a w spisie były pojedynczo, no i doszła reedycja “Alkopoligamii”, z jeszcze dwie płyty z Alkopoligamii, oraz poprzednia płyta PZWNW, ale o tym innym razem.

