Delikatna zmiana planów. Dziś przedstawiam Wam ranking 10 płyt, na których się rozczarowałem. Oczywiście nie wszystkie z nich są słabe/chujowe/marne, tylko po prostu spodziewałem się po nich czegoś innego. Sprawdźcie to.
10. Aifam - Ponad tym (self-released, 26.05.2010)

Ostatni album Aifam ukazał się 5 lat temu. Myślałem, że przez ten czas nieudacznik Mrokas i uosobienie przeciętności – Waber, z najlepszym z całej trójki Paluchem nagrają coś dobrego. Myliłem się. Z całej ekipy na 5 liter do rapu nadaje się tylko ostatni z wymienionych, a i tak tutaj się nie postarał. Albumu ostatni raz słuchałem jakoś we wrześniu, aby upewnić się, czy na pewno jest on gównem. I jest. Z 14 kawałków najbardziej w pamięć zapadł mi jeden z singli – „Jaraj się” z przeohydnym refrenem zaśpiewanym przez Mrokasa jego pijackim głosem, bleee. Reszta nie zainteresowała mnie dosłownie niczym, nie jestem w stanie przypomnieć sobie ani jednego fajnego wersu ani bitu. Beka.
9. VA - Junoumi vol. 4 (Junoumi Records, 12.04.2010)

Każdy wolumin składanek spod szyldu Junoumi ma to do siebie, że jest swego rodzaju wyjątkowy. Na każdej poprzedniej części – którą charakteryzuje bardzo podobny dobór gości - znajdywały się kozackie numery, do których wracam do dziś. Część czwarta to w zasadzie tylko dobry numer 2cztery7 (ale Pjus, weź ty lepiej odłóż mikrofon), Afronty i może Ostry. Reszta raczej słaba, bo nie mam zamiaru słuchać jakichś Orteg, Tetrisów, Dinali czy innego gówna, które ma swój fanbase na jednym forum. Bogu dzięki, że nie znalazł się tutaj Małpa. Miałem dziwne przeczucie, że skoro pojawia się Ortega, ten nieudacznik też tu zawita. Na szczęście tak się nie stało, uff. Wniosek? Dawać mi „Junoudet 2”.
8. Jeżozwierz & Fuso - Ergon (self-released, 30.10.2010)

Gdzie się podział Jeż z “Jebać tytuł”? Na tej epce wszystko jest chujowe. Począwszy od okładki, na muzyce kończąc. Trzymam kciuki za przyszłoroczny legal w Alkopoligamii – nie możesz zawieść, Kolczaty.
7. Siwers & Tomiko - Ogień (Aptaun, 22.10.2010)

Na pewno wielki props za wydanie. Powiedzie mi tylko, jak to możliwe, że edycja 2CD kosztuje 35 zł, a wersja standardowa 39,99 zł w Media Markt? Nieważne, o muzyce miało być. Niestety z „Oginia” wyszedł taki typowy album. Jeden kawałek o tym, drugi o tym, trzeci z dużą ilością gości, etc. Wiecie, co mam na myśli, taki schemat. Na wyróżnienie zasługują przede wszystkim bity. Lubię taki nowoczesny klimat, szkoda tylko, że owe produkcje trochę się zmarnowały, w dużej mierze przez jakieś debilne wersy pokroju „[…] To jest łeb na karku, dobre słowo ojca, matki / choć chyba nie lubią rapu, często robią mi kanapki”. Reszta to taki standard, jak już wspominałem. Wielka szkoda, bo „Intencje” to bardzo porządna i przede wszystkim lepsza płyta. Tomiko, rób lepiej solo, a Siwers mobilizuj chłopaków do drugiego BC. Tak będzie lepiej.
6. Rafi & Koni - Mixtape (self-released, 13.09.2010)

Chuj z Konim (przeciętniak taki), ale Rafiego zawsze lubiłem, od czasów pierwszych Beat Squadów. Kiedy przeczytałem info o wówczas nadchodzącym „Mixtape’ie” byłem podjarany, bo wiadomo – Rafi + ktoś tam to nie to samo, co Rafi + reszta zespołu. A teraz wyobraźcie sobie, jak rozczarowałem się, kiedy 13 września nacisnąłem magiczny przycisk ‘Play’ w Winampie. No niestety, ale „Mixtape” to produkcja jak tysiąc innych. Nic ciekawego poza kawałkiem „GTA”. Tyle.
5. POE - Złodzieje zapalniczek (Asfalt Records, 01.12.2010)

Ostrego jest za dużo – to praktycznie trzecia płyta w tym roku. Po projekcie nagranym w 3 dni spodziewałem się drugiego „Note2” – albumu, którego nikt się nie spodziewał i tak znienacka rozpierdoli, przy okazji przeskakując poprzednie wydawnictwo. Singiel zaostrzył mój apetyt i… jak myślicie? Rozczarowałem się całością. Pierwsze POE to poprzeczka postawiona zbyt wysoko. Nie przeczę, jest to na pewno o wiele lepsza płyta od ‘standardowego’ albumu Ostrego z tego roku, ale w porównaniu z „Szum rodzi hałas” wypada gorzej. Propsy dla Emade za dobre produkcje, które niestety nie zostały dobrze ‘zapełnione’ rapsami. Propsy dla Ostrego za dobrą modulację głosu, która nie odrzuca tak, jak przy chociażby „TDD” i brak debilnych rymów („chuj ci w jedzenie”), które można było usłyszeć poprzednio. POE, stać Was na więcej.
4. Benzyna - Benzyna (self-released, 00.06.2010)

Jako sympatyk i posiadacz całej dyskografii Szybkiego Szmalu muszę zapytać – co to jest, do chuja?! Projekt zapowiadany od paru lat okazał się klapą. A to wszystko przez Kaliego, który swoją odrażającą barwą głosu potrafi spierdolić każdy kawałek. Miały być bangery, z wyjątkiem „Odpal” i „Nic na siłę” wyszło jakieś gówno. Nie mam nic więcej do powiedzenia.
3. Kaczor - Przyjaźń, duma, godność (Szpadyzor Records, 04.12.2010)

Również długo oczekiwany materiał i kolejne rozczarowanie. Pamiętam, jak układając ranking płyt, które mają ukazać się w 2010 rozważałem, czy Kaczor podoła zadaniu i uciągnie solowy album. Poniekąd mu się to udało, lecz płyta „Przyjaźń, duma, godność” nie ma tego CZEGOŚ, co sprawiałoby, że chce się do niej wracać. Dobre bity, tematyka oscylująca wokół tytułowych rzeczowników, po paru odsłuchach wszystko to zlewa się w jedną całość. A gdzie ‘pazur’, który można było usłyszeć w „Szkole życia”, „Ranach kłutych” czy „Definicji pener”? Nie tego oczekiwałem po solówce Kaczora, co oczywiście nie oznacza, że jest to słaba płyta. Potwierdziło to jedynie moją tezę, że Gracz z numerem pierwszym (synu!) jest raperem, który lepiej radzi sobie w duecie.
2. Pokój Z Widokiem Na Wojnę - 2010 (Prosto Label, 10.05.2010)

„Wysokie loty” projektu Juras/Wigor – wiadomo – fajna, uliczna płyta. Aż 5 lat musiałem czekać, aż pojawi się coś nowego od Jurasa i niestety się rozczarowałem. Słuchając jego zwrotek mam przed oczami takiego świętojebliwego człowieka, który – powiedzmy – przypadkiem szturchnięty w sklepie/autobusie na twoje „przepraszam” odpowie ci coś w stylu „Nic się nie stało. Bóg kazał nam wybaczać”. Sam mam bekę, jak to czytam. Na płycie jest przede wszystkim za dużo odwołań do Boga, rodziny i innych nikomu nie potrzebnych banałów w postaci kawałków „Rób swoje” czy innych, które miały zamiar podnosić ludzi na duchu. Koras? Fajnie, że wrócił, bo Zipera wyszła jakoś na początku 2004, ale tutaj jest go niestety za mało go, to po pierwsze. Prawdę mówiąc, w pamięć nie zapadła mi ani jedna zwrotka. Nie popadajmy jednak w skrajności. Do plusów możemy zaliczyć udane featy Sokoła (!) i Ero oraz utwór „Michałki i kasztanki”, którego słucham do dziś. Zawsze poprawia mi humor. Warto też wspomnieć o ciekawym skicie, w którym nasz raper-sportowiec jednak musi spuścić komuś wpierdol
1. Emrat/Expe - Życie rapera vol. 1 (self-released, 01.03.2010)

Od dłuższego czasu jarałem się gościnnymi zwrotkami, które Emrat dawał na różne projekty. Często słuchając ich myślałem – „Kurwa, kiedy on w końcu coś wyda?”. No i wydal, jakoś w marcu. I co? Nie jest to, czego oczekiwałem. Płyta jest przede wszystkim za długa, nijaka i mało odkrywcza. Spodziewałem się bardziej bekowych i zapadających w pamięć linijek typu „Sztuki chcą tego rapu, to jest jak przecena w Tesco / A ja ich sztuczne cycki chcę przebijać pinezką”, a tutaj niestety jakieś ogólniki, coś o stawianiu domu w Słubicach, bla bla bla. Nie kupiłbym, ale wygrałem w radio. Mam i od maja nie wróciłem do tego ani razu. Szkoda. Mam nadzieję, że wolumin drugi bardziej przypadnie mi do gustu.
Jutro o podobnej godzinie zapraszam na kolejną część podsumowań 2010.