Kategoria ‘Podziemie’
“Początek końca” - making of i fotorelacja z planu
W drodze jest drugi teledysk promujący album duetu Słoń/Mikser pt. “Demonologia”. Drugim singlem będzie “Początek końca”, w którym gościnnie pojawia się Tomasz Struszczyk. Klipon już wkrótce, tymczasem zobaczcie, jak było na planie klipu:
Podsumowania 2010: Najgorsze płyty (TOP 10)
Czekaliście na to, prawda? Dziś przyszła pora na TOP 10 najgorszych albumów, jakie było mi dane usłyszeć w tym roku. Kto zgarnął tytuł nagrania łajna roku? Zapraszam do czytania.
10. Vienio - Etos 2010 (Creative Music, 22.09.2010)

Powiedźcie mi, jak to możliwe? Tyle lat być w grze i zostać takim łakiem. Moje prognozy wobec solowego debiutu Vienia niestety, a może i stety się sprawdziły. Chuj mnie obchodzą głodne dzieci, buty ubierane przez raperów tylko raz, wojny w imię boga, etc. Po co w ogóle o tym nawijać? Mówiłem już. Jeśli Vienia bolą takie sprawy, to lepiej założyłby jakąś fundację, partie, czy chuj wie co, ale nie wkłada tego do rapu. Moja niechęć do Vienia, chujowa intonacja głosu, mega proste i miejscami wręcz banalne rymy, brak jakiegokolwiek progresu – wygląda mi to na bardzo słabą płytę od weterana polskiej sceny – wstyd, czyż nie?
9. Jarecki & BRK - Mucha nie siada (Step Records, 26.06.2010)

Nie wiem, jak to określić, do chuja. Jakiś clown-rap, czy co? Historia jest prosta. Niejaki Jarecki wybił się na kawałku, który sprzedał do reklamy zupek Knorra i podpisał kontakt z Universalem. Po chujowej sprzedaży chujowego albumu wytwórnia postanowiła zerwać z nim kontrakt. Wnet nasz grajek związał się z lichą wytwórnią z Opola – Step Records, która pewnie jako jedyna zdecydowała się wydać ten materiał. I wydała… z błędami na okładce, ale dla nich to przecież nie pierwszyzna. Płyta jest przede wszystkim bardzo nierówna – z jednej strony mamy jakieś jęki, marne opowiastki o puszczalskich laskach, z drugiej jakieś plastikowe pseudo-bangery albo jakieś smuty. Nie wiem, jakim cudem (a bardziej jaką sumą) król Mes zdecydował się dać im bit i swój świetny refren, bo to jeden z bardzo niewielu plusów tej produkcji. „Mucha nie siada, bo się brzydzi” jak nawijał TomB.
8. Aes - Pozycja obowiązkowa (Ahead Records, 04.09.2010)

Dziwna sprawa z tym Aesem. Jego podziemne produkcje były takie o – przesłuchasz i nawet spoko. Myślałem, że skoro to jego legalny debiut – chłopak się postara i nagra coś dobrego. Ale tak się nie stało. Co jest najśmieszniejsze, album oficjalnie ukazał się 4 września tego roku, jednak na sklepowych półkach można było go znaleźć już pod koniec lipca, a koniec końców, ktoś pofatygował się wrzuceniem tego ścierwa w ten dopiero w październiku – to tłumaczy wszystko. Słuchając „Pozycji obowiązkowej” kolejny raz mam wrażenie, że album został oparty o pewien schemat – jeden kawałek o dupie, jeden o miłości do muzyki, jeden o melanżu, itp. Problem polega na tym, że takich płyt jest full i lepsze wychodzą nawet w podziemiu, wiec po co pchać się na legal z tym gównem? Poćwicz, synek.
7. Karim - Wiem, że warto (Fonografika, 09.07.2010)

Kolejny chłystek, który porwał się z motyką na słońce wydając legal. Podobnie jak z Aesem, płyta stała przed premierą w sklepie (parę dni), a i tak do dziś nie trafiła na ‘ogólne’ fora. Nie ma się co dziwić, bo kim na naszej scenie jest jakiś tam Karim? Zaraz, zaraz. Kurwa, kto?! Karim?! Co do samej zawartości płyty – nie mam zamiaru się rozwodzić. Jest to zwykłe gówno.
6. Diho Raz - Diho Raz (?, 16.08.2010)

Sięgnąłem po ten album tylko dlatego, że na liście featów zobaczyłem VNM’a. Przesłuchałem ten track, przeskipowałem resztę i wyjebałem do kosza. Takich płyt w podziemiu wychodzi bardzo dużo, po co zaprzątać sobie nimi głowę - pomyślałem. Pewnego już chłodnego popołudnia wbijam do Media Markt i oddaje się przyjemności diggowania. Przekładam płytę za płytą i…
![Diho Raz w Media Markt [*]](http://tirex.org.pl/blog/img/podsumowanie10/dihoraz.jpg)
Co jest kurwa? Fakt, że jakiś Diho Raz figuruje na sklepowych półkach upewnił mnie tylko w przekonaniu, że dziś legal nie znaczy NIC. Dziękuję, dobranoc.
5. W.B.U. & SynTejZiemi – Tak to wygląda (self-released, 11.06.2010)

Nie ma o czym pisać. Wstyd dla Poznania. Każdy, kto widział ten klip wie już z jakim poziomem mamy do czynienia.
4. Buczer - Podejrzany o rap: Mixtape vol. 2 (self-released, 29.03.2010)

Buczer wciąż potrafi zaskoczyć. Oczywiście nie swoimi skillsami, których po prostu nie ma, ale nie jestem w stanie zrozumieć, jakim cudem udało mu się zaprosić Pezeta, Piha, Peje i innych ‘graczy z górnej półki’ na swój marny mixtape. Przecież ten gość nic sobą nie reprezentuje, a co najśmieszniejsze – w/w raperzy dali mu jakieś odrzuty, np. nie wiem, jak Pezet mógł coś tak słabego opublikować… Nie ma co pierdolić. Buczer, lepiej zajmij się dissowaniem hejterów z hip-hop.pl, którzy i tak cię zjadają i nie profanuj mi tu bitów zza Oceanu!
3. Tony Jazzu - Dla każdego (StoproRap, 04.10.2010)

„Wolę podać pałę”, „Sex, marihuana”, “Hejterom” - tytuły mówią wszystko. Mimo długiego stażu na scenie, Tony nagrał bardzo słabą, nudą i jednym słowem CHUJOWĄ płytę pełną marnych cykaczy, tematów przeruchanych setki razy, a do tego dochodzi jeszcze marne wykonanie. Chujowym rapsom mówię nie jak Molesta z Pezetem i Mesem!
2. Karramba - 11 (Fonografika, 11.12.2010)

Rozumiem. Kiedy byłem w podstawówce słuchało się niektórych numerów Karramby dla beki – wiecie, taki wiek, dużo bluzgów, burackie linijki i te sprawy – to mogło kiedyś jarać. Karramba jednak zapomniał, że mamy już 2010 rok. Nagrywając takie gówna nie sprzeda nawet 200 sztuk, ale nie, oczywiście do sklepów też musi się pchać. Bardzo dobrze, że ta płyta nie była i nie jest praktycznie promowana, bo aż wstyd klasyfikować to do kategorii „polski rap”. Karramba, daj sobie spokój, lepiej zabierz się za swoje hity do remizy, na tym przynajmniej coś zarobisz.
1. Sage - Hardcore Dealin’ Department (StoproRap, 15.02.2010)

Nie mam pytań. Sage to taki pseudo cwaniak, wozi się w wigierskich ubraniach i nawija o tematach, o których pewnie nie ma pojęcia. Gdyby nie Stoprocent, pewnie nikt nie zwróciłby uwagi na takiego wacka. Wygląda jak pizda, ‘rapuje’ jak pizda, ma głos jak 13-letnia pizda. Wniosek? Pewnie jest pizdą, która za rap nie powinna się brać, bo jego najnowsza i dzięki [wstaw sobie tutaj to, w co wierzysz] jedyna produkcja jest mega słaba. Zawsze czytając komentarze typu „na twoim miejscu wstydziłbym się to wydawać” – mam bekę, ale w tej sytuacji to prawda.
Jutro gwóźdź programu - ranking najlepszych płyt tego roku. Bez obaw, pojawi się on o wcześniejszej godzinie. Będzie jak tylko wstanę, czyli koło 13.
Podsumowania 2010: Wyróżnienia (TOP 12)
Przed Wami 12 płyt, które nie były na tyle dobre, by załapać się do rankingu najlepszych płyt w tym roku.
12. Tede - Fuck Tede / Glam Rap (Wielkie Joł, 24.06.2010)

Mam mieszane uczucia do tej płyty. Na pewno wieka szkoda, że Tede zrezygnował z pierwotnego pomysłu nagrania płyty „Greatest Hits vol. 2”, bo mielibyśmy bardzo ciekawy album z nawiązaniami do klasycznych kawałków z poprzednich albumów. Przez podział płyty na „Fuck Tede” i „Glam Rap” utracona została jakakolwiek spójność. Utwory nagrane w myśl konwencji „GH” zostały rozbite na dwa odrębne albumy. Fakt, niektóre kawałki trzymają dobry poziom („Non Omnis Moriar”, „La La La Lachon”, „P.S.P.M.”), by chwilę później usłyszeć jakieś żałosne jęczenia typu „22’’ BCCustom” (druga zwrotka, jak to jest kurwa nawinięte?!) czy „Dokąd idziesz Polsko?”. Naprawdę trudno mi to ocenić, bo słuchając płyty w całości, jakoś to się ze sobą komponuje, lecz słychać, że Tede nagrywał ten album na szybko (na odpierdol, rzecz można), liczna nawijka jakby od niechcenia, niektóre teksty wręcz banalne („Wielcy ludzie”). Do tego można dodać także delikatny spadek poziomu bitów od Sir Micha, który jakby utracił swoją świeżość z „Note2”. Podsumowując – akcja „nagrałem płytę w X czasu i wydam ją 3 tygodnie po napisaniu ostatniego kawałka” sprawdza się tylko raz. Później słuchacze zaczynają się dogłębniej przysłuchiwać, przez co odnajdują coraz więcej niedociągnięć, a jest ich sporo. Ale chuj, i tak się jaram. Do samochodu płyta w porządku, choć na złoto na pewno nie zasługuje.
11. O.S.T.R. - Tylko dla dorosłych (Asfalt Records, 26.02.2010)

Płyty koncepcyjne (konceptualne?) – wciąż rzadko spotykane w rodzimym rapie – mają to do siebie, że stanowią bardziej ciekawostkę, niż albumy, które wrzucimy sobie na iPoda i będziemy słuchać w drodze do szkoły. Z „Tylko dla dorosłych” jest dokładnie tak samo. Jak na historyjkę pisaną przez 6 lat jest ona bardzo prosta, nie obyło się także bez małych niedociągnięć. Nie zdecydowałbym się na umieszczenie tej płyty w podsumowaniach, gdyby nie świetne zabiegi promocyjne Asfalt Records. Byłem pod wrażeniem pomysłu wplecionego jeszcze w treść płyty – porzucenie dodatkowego dysku z premierowym materiałem, sprytne skitranie go w boxie z płytą. Później kontynuacja zabawy w płycie z instrumentalami i tracklista, która do dziś nie została rozszyfrowana. A może i jej nie było? Nie wnikam, jednak była to świetna akcja, której nie powstydziło by się Wielkie Joł, które słynie z takich pomysłowych zabiegów marketingowych. Co do zawartości „Asfaltonu”, który oficjalnie nie istnieje, nie jest już tak różowo. Mamy do czynienia z ‘typową’, coroczną płytą Ostrego, którą zwykle jaram się jakieś dwa tygodnie, a później o niej zapominam. Tak też było tym razem. Mimo (wciąż) fajnych bitów skrzypek nieco obniżył poziom serwując nam tak debilne linijki jak już wspominane przeze mnie „chuj ci w jedzenie”, a także przesłania moralizatorskie: „dziękuj Bogu, że póki co odróżniasz gówno od twarogu” lub „uważaj, żebyś nie zruchał ciotki swojego kumpla”. Aha, miałem to dodać rok temu. Jebać modę na hejtowanie Ostrego, jebać modę na słuchanie Ostrego. Dziękuję.
10. Prys - Miłośnik kłótni w kłótni o miłość (Punkt-G, 19.11.2010)

Prys to postać, o której nie wyraziłem się zbyt pochlebnie w zeszłych podsumowaniach. Teraz też nie mam zamiaru mu słodzić, bo nadal strasznie irytuje mnie jego maniera rapowania, ale koło „Miłośnika…” nie można przejść obojętnie. Podobnie jak album Stasiaka – jest to bardzo fajnie wyprodukowana płyta. Do tego dochodzi dobry dobór gości i, nazwijmy to, klimat, który idealnie sprawdziłby się bardziej w czerwcu niż listopadzie. Wszystkie te czynniki sprawiają, że do solówki Prysa po prostu chcę się wracać, żeby kolejny raz usłyszeć dobre wałki jak np. „Szuflady”, „Lubimy podglądać”, „Nie trzeba”, „Mogłem więcej” i pewnie jeszcze parę. Jestem na tak! Aaaa… refreny to w większości porażki. Prys, nie tykaj ich.
9. Proceente – Dziennik 2010 (Aloha Entertainment, 26.04.2010)

„Dziennik 2010” zapowiadany był jako kontynuacja „Galimatiasu”, który zaliczyłem do rozczarowań ’09. Na szczęście epka wyprodukowana w całości przez Zjawina o wiele bardziej przypadła mi do gustu. Nie wiem, może to właśnie przez inne, mniej toporne bity Procent wypada bardziej świeżo – tak, że ponownie z zaciekawieniem chcę mi się go słuchać. Jak na EP jest naprawdę bardzo dobrze. Nie potrzebnie tylko wjebano remixy starych kawałków. Ile można?
8. VA - Mixtape Prosto 600v (Prosto Label, 26.04.2010)

Zaczniemy tak. Drugi „Mixtape Prosto”, sygnowany tym razem ksywką legendarnego DJ’a 600v jest na pewno słabszy od swojego poprzednika sprzed 4 lat. Dwupłytowe wydawnictwo jest przede wszystkim… No, kto zgadł? ZA DŁUGIE. Do posłuchania ot tak, w domu nadaję się może na dwa razy, potem zaczyna się skipowanko, bo albo słyszymy stare numery, albo profanacje klasyków, albo 8-minutowe numery z bandą nikomu nieznanych wacków. Na początku hejtowałem, jednak sytuacja zmieniła się jakoś w lipcu, kiedy musiałem zapierdalać całą noc samochodem i potrzebowałem, czegoś, co nadawałoby się do łyknięcia na raz. Wiecie, taki album, który leci sobie w tle. „Mixtape Prosto 600v” spisał się wtedy bardzo dobrze. A dlaczego wyróżnienie? Bo dostaliśmy i tak znajdziemy tutaj kozackie numery, przykładowo „To ty jesteś” (o kurwa, Pezet rozjebał), „Strach czy respekt” (Had, dawaj solo), „Kto wrócił na osiedle”, „Uciec”, „Do fury”, „Licz sos”, czy znane już, singlowe „I żeby było normalnie” czy „Jestem swój”. Bardzo obszerny materiał, składający się aż z 42 numerów chętnie zmniejszyłbym do 12, może 15. Wtedy dostalibyśmy naprawdę kozacki materiał. Warto dodać, że ów mixtape to doskonała szansa dla VNM’a – przez hosting całości i nowe zwroty Prosto dało mu świetne podłoże do wydania jakże oczekiwanego legala. Pokaże się na głośnym (i złotym!) albumie, przypodoba się fanom Prosto i ludzie to kupią, tak? Mam nadzieję.
7. Paluch - Bezgranicznie oddany (B.O.R. Records/Fonografika, 10.10.2010)

Słabe single, słaba okładka, słaby album Aifam – te czynniki znacznie ostudziły moje oczekiwania na kolejną produkcję od Palucha. Może po udanym, legalnym debiucie oczekiwałem zbyt dużo? Tak, czy siak, dostałem mniej-więcej to, czego oczekiwałem. Nie jest to drugi „Pewniak”, ale na pewno porządna produkcja, która zadowoli słuchaczy poznańskiego rapu. Paluch bardzo pasuje do takiej stylistyki – nowoczesne (czasami aż za bardzo) produkcje, szybkie tempo, tematyka cały czas mało rozwinięta – taki jest właśnie „Bezgranicznie oddany”. A wiecie, co mnie boli najbardziej? Obecność Bosskiego w „Red Bullu”. Już pomijając to, że wódka z czerwonym bykiem to klasyka, ale dlaczego Romek musiał pojawić się akurat w tym kawałku?
Nie mówię, że nawinął tam jakoś chujowo, bo nie skipuję, ale sam widok napisu „(Feat. Bosski)” już mnie zraża. Reszta jest całkiem spoko, szczególnie dobrze spisali się goście – Brahu, WSRH, Pih – same dobre zwrotki. Wyjebałbym tylko Kubiszewa i Gedza, mam alergię na tego skurwysyna. Boję się tylko o odbiór tego albumu. Już parę dni po premierze młodszy brat mojego kolegi miał wszystko na komórce, bo niestety wróży, że Paluch będzie wrzucany do jednego worka ze Słonem, Peją, PTP i innymi, których bardzo często można usłyszeć z telefonów małoletnich przygłupów, trudno. Co ciekawe. Album początkowo ukazał się jako zwykły nielegal, jednak (widocznie po całkiem dobrej sprzedaży) w listopadzie trafił na sklepowe półki, z wyjątkiem Empików, nakładem Fonografiki.
6. Flint - Czarny charakter (self-released, 30.11.2010)

Spore zaskoczenie. Flint do tej pory był dla mnie postacią właściwie anonimową, jako iż freestylem się zbytnio nie interesuję. Dwa lata temu zakupiłem sobie jednak „Radosny futbol”, bo spodobało mi się wydanie. Przesłuchałem i rzuciłem w kąt. W międzyczasie, a nawet jeszcze przez wspomnianym mixtape’m był jeszcze internetowy singiel „Gram o respekt” – również nie zaciekawił mnie na dłużej. Przez opisane doświadczenia do solówki zapowiadanej jako „pierwszy oficjalny album” (wszak, nielegal) podchodziłem ze zobojętnieniem. Pomysłowa, jednak nieudolnie wykonana promocja płyty lekko mnie zaciekawiła. W dzień premiery odwiedziłem więc hotfajlszop i wrzuciłem materiał na iPoda. Kolejne zaskoczenie it’s here! Co prawda, Flint nie serwuje nam błyskotliwych czy nowatorskich linijek, to raczej typ rzemieślnika, którego nagrania są na jakimś tam poziomie, jednak singlowy „Czarny charakter”, „Fleszbek” (najlepszy numer z płyty), „Przeszedłem drogę” z Hadesem czy „Ktoś musi umrzeć” to kozackie kawałki, którymi się jaram. Nie będę zaprzeczać, więc uznałem, że wypada docenić „Czarny charakter” w podsumowaniach.
5. Beat Squad - O czym szumią liście (self-released, 19.02.2010)

Beat Squad jak to Beat Squad – konsekwentnie ten sam klimat od pierwszej płyty. „O czym szumią liście” to idealny materiał do wyluzowania się, jednak nie obejdzie się bez pomijania niektórych kawałków. Głównie przez (niektórych) słabych gości. Co mogę więcej powiedzieć? Fani leniwego rapu poznaniaków będą zadowoleni mimo, iż album nie porywa.
4. PeeRZet / DJ NoOne - Oficjalne otwarcie głów (self-released, 01.01.2010)

Siema forum! Przemek drugiego „Hipocentrum” nie nagrał, ale „Oficjalne otwarcie głów” to dobry materiał na sam początek roku. Na pewno lepszy od tego krótkiego, grudniowego z pojebanym tytułem, mniejsza z tym. Lubię taki techniczny, wulgarny bełkot. Cóż więcej mówić? Szkoda tylko, że całość oparta jest na podjebanych bitach – PeeRZet jest już poziom wyżej od reszty podziemnych grajków, którzy nie potrafią załatwić sobie dobrych producentów. Warto o tym pomyśleć przy następnych produkcjach.
3. Stasiak - Pół żartem, pół serio (Alkopoligamia, 04.12.2010)

Stasiak – najsłabszy raper z bardzo lubianego przez mnie 2cztery7 nagrał całkiem fajną płytę, wow. Nie spodziewałem się tego, bo miałem podobne odczucia jak przy Kaczorze. Wątpiłem, czy Stasiak podoła ciężarowi solowego krążka. W rezultacie dostałem przede wszystkim fajnie wyprodukowany album (ze świetnymi zwrotkami króla Mesa), ciekawymi pomysłami na kawałki i średnim rapem gospodarza. Stasiak jak to Stasiak – raper klasy B, ale sympatyczny, zabawny, nie męczy ucha. Wyjebać skity, żenującego Pjusa (już wolę słuchać jego solo, naprawdę. Teraz jest tragedia) i album były jeszcze lepszy, na razie 4-.
2. Wice Wersa - Między niebem, a piekłem (Wielkie Joł, 11.09.2010)

“Wszystko, co wydałeś promocyjnie zawsze pada / PTP, Analogia, Macca Squad, dziś na przykładach [...]” – racja, racja. Do tego wersu można śmiało dodać tegoroczne debiuty z WJ – Smagalaz i Wice Wersę. Teraz porozmawiamy o tych drugich. Wice Wersa to powiew świeżości na polskiej scenie. Dobre, elektroniczne bity, trafne zwroty Verte i ci dwaj… nie pamiętam, jak się nazywają, ale dają radę. Czekałem na taki album, jednak jest coś, co stoi na przeszkodzie w słuchaniu tego krążka. Jest to oczywiście nadmiar tracków (aż 36), przez co tylko raz udało mi się go sprawdzić w całości, pod rząd. Zastanawiam się, dlaczego chłopaki zdecydowali się debiutować tak obfitym materiałem. Problem z selekcją? Wszak nie było to dobre posunięcie, ponieważ prawie 150 minut rapu bardziej znudzi odbiorcę niż go zainteresuje. Poza tym, naprawdę wielka szkoda, że „Między niebem, a piekłem” przeszło bez echa. Należy także wspomnieć o genialnej zwrotce króla Mesa, która wbiła mnie w fotel. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że są to najlepsze tegoroczne wersy, które Typ dał jako featuring.
1. Raca - Bobby Fischer (Stay True, 05.11.2010)

Poprzedni materiał Racy był niewypałem. Do „Bobby’iego Fischera” podchodziłem z dystansem, mając jednak w pamięci bardzo dobrą epkę „Znasz nas?” i dobry, choć niepowalający debiut „Samotność, wolność, pasja”. I jak? Dostałem smutny, trochę długawy, aczkolwiek solidny album. Nie jest to płyta, którą jaram się konkretnie w tym okresie, jesienią nie lubię słuchać takich płyt, po co się męczyć? Jednak docenić trzeba, bo mam pewność, że na pewno do pana Fischera wrócę.
Jutro, pewnie też o 21:15 pojawi się przedostatnie podsumowanie 2010, czyli ranking najgorszych płyt.
“Delorean” - singiel od Rasmentalism

Na wiosnę przyszłego roku zapowiedziano premierę nowego albumu Rasmentalism. Jako mały przedsmak, Ras i Ment serwują nam powrót do przeszłości swoim Deloreanem.
“Wsiadajcie, szyby na dół, CD na full i uśmiech jak prawdziwy nastuk”.
Singiel zawiera: “Delorean” oraz “Delorean (sequel)”. Do pobrania stąd.
Teledysk: W.E.N.A. & Rasmentalism - Sny na jawie
Rok po premierze albumu ukazuje się drugi klip, tym razem do utworu “Sny na jawie”, w którym gościnnie pojawia się Joanna Solarska*. Za realizacje - podobnie jak w przypadku “Na wstecznym” odpowiada grupa Fukwitdis z Miłoszem Hunzvi na czele.
* Myślałem, że ładniejsza ona…
Teledysk: Flint - Czarny charakter
MARNY FALLUS!
Teledysk: Prys ft. W.E.N.A., Jazzy - Nie trzeba
Kawałek ten promuje płytę Prysa pt. “Miłośnik kłótni w kłótni o miłość”, którą możecie zakupić na www.prys.pl, bądź przesłuchać za free tutaj.
0:58
Teledysk: Hifi Banda ft. VNM, Kosi, Sokół, Ero, Zawodnik, Tomasina - Puszer Remix 2
Wiadomo kto tu zjadł cały kawałek jedną zwrotką.
PS. Zawodnik, Tomasina - wypierdalać, nieudacznicy.