Kategoria ‘Ranking’

29
grudnia

Podsumowania 2010: Wyróżnienia (TOP 12)

Kategorie: Podziemie, Polski Rap, Ranking  Autor: TIREX

Przed Wami 12 płyt, które nie były na tyle dobre, by załapać się do rankingu najlepszych płyt w tym roku.

12. Tede - Fuck Tede / Glam Rap (Wielkie Joł, 24.06.2010)

Mam mieszane uczucia do tej płyty. Na pewno wieka szkoda, że Tede zrezygnował z pierwotnego pomysłu nagrania płyty „Greatest Hits vol. 2”, bo mielibyśmy bardzo ciekawy album z nawiązaniami do klasycznych kawałków z poprzednich albumów. Przez podział płyty na „Fuck Tede” i „Glam Rap” utracona została jakakolwiek spójność. Utwory nagrane w myśl konwencji „GH” zostały rozbite na dwa odrębne albumy. Fakt, niektóre kawałki trzymają dobry poziom („Non Omnis Moriar”, „La La La Lachon”, „P.S.P.M.”), by chwilę później usłyszeć jakieś żałosne jęczenia typu „22’’ BCCustom” (druga zwrotka, jak to jest kurwa nawinięte?!) czy „Dokąd idziesz Polsko?”. Naprawdę trudno mi to ocenić, bo słuchając płyty w całości, jakoś to się ze sobą komponuje, lecz słychać, że Tede nagrywał ten album na szybko (na odpierdol, rzecz można), liczna nawijka jakby od niechcenia, niektóre teksty wręcz banalne („Wielcy ludzie”). Do tego można dodać także delikatny spadek poziomu bitów od Sir Micha, który jakby utracił swoją świeżość z „Note2”. Podsumowując – akcja „nagrałem płytę w X czasu i wydam ją 3 tygodnie po napisaniu ostatniego kawałka” sprawdza się tylko raz. Później słuchacze zaczynają się dogłębniej przysłuchiwać, przez co odnajdują coraz więcej niedociągnięć, a jest ich sporo. Ale chuj, i tak się jaram. Do samochodu płyta w porządku, choć na złoto na pewno nie zasługuje.

11. O.S.T.R. - Tylko dla dorosłych (Asfalt Records, 26.02.2010)

Płyty koncepcyjne (konceptualne?) – wciąż rzadko spotykane w rodzimym rapie – mają to do siebie, że stanowią bardziej ciekawostkę, niż albumy, które wrzucimy sobie na iPoda i będziemy słuchać w drodze do szkoły. Z „Tylko dla dorosłych” jest dokładnie tak samo. Jak na historyjkę pisaną przez 6 lat jest ona bardzo prosta, nie obyło się także bez małych niedociągnięć. Nie zdecydowałbym się na umieszczenie tej płyty w podsumowaniach, gdyby nie świetne zabiegi promocyjne Asfalt Records. Byłem pod wrażeniem pomysłu wplecionego jeszcze w treść płyty – porzucenie dodatkowego dysku z premierowym materiałem, sprytne skitranie go w boxie z płytą. Później kontynuacja zabawy w płycie z instrumentalami i tracklista, która do dziś nie została rozszyfrowana. A może i jej nie było? Nie wnikam, jednak była to świetna akcja, której nie powstydziło by się Wielkie Joł, które słynie z takich pomysłowych zabiegów marketingowych. Co do zawartości „Asfaltonu”, który oficjalnie nie istnieje, nie jest już tak różowo. Mamy do czynienia z ‘typową’, coroczną płytą Ostrego, którą zwykle jaram się jakieś dwa tygodnie, a później o niej zapominam. Tak też było tym razem. Mimo (wciąż) fajnych bitów skrzypek nieco obniżył poziom serwując nam tak debilne linijki jak już wspominane przeze mnie „chuj ci w jedzenie”, a także przesłania moralizatorskie: „dziękuj Bogu, że póki co odróżniasz gówno od twarogu” lub „uważaj, żebyś nie zruchał ciotki swojego kumpla”. Aha, miałem to dodać rok temu. Jebać modę na hejtowanie Ostrego, jebać modę na słuchanie Ostrego. Dziękuję.

10. Prys - Miłośnik kłótni w kłótni o miłość (Punkt-G, 19.11.2010)

Prys to postać, o której nie wyraziłem się zbyt pochlebnie w zeszłych podsumowaniach. Teraz też nie mam zamiaru mu słodzić, bo nadal strasznie irytuje mnie jego maniera rapowania, ale koło „Miłośnika…” nie można przejść obojętnie. Podobnie jak album Stasiaka – jest to bardzo fajnie wyprodukowana płyta. Do tego dochodzi dobry dobór gości i, nazwijmy to, klimat, który idealnie sprawdziłby się bardziej w czerwcu niż listopadzie. Wszystkie te czynniki sprawiają, że do solówki Prysa po prostu chcę się wracać, żeby kolejny raz usłyszeć dobre wałki jak np. „Szuflady”, „Lubimy podglądać”, „Nie trzeba”, „Mogłem więcej” i pewnie jeszcze parę. Jestem na tak! Aaaa… refreny to w większości porażki. Prys, nie tykaj ich.

9. Proceente – Dziennik 2010 (Aloha Entertainment, 26.04.2010)

„Dziennik 2010” zapowiadany był jako kontynuacja „Galimatiasu”, który zaliczyłem do rozczarowań ’09. Na szczęście epka wyprodukowana w całości przez Zjawina o wiele bardziej przypadła mi do gustu. Nie wiem, może to właśnie przez inne, mniej toporne bity Procent wypada bardziej świeżo – tak, że ponownie z zaciekawieniem chcę mi się go słuchać. Jak na EP jest naprawdę bardzo dobrze. Nie potrzebnie tylko wjebano remixy starych kawałków. Ile można?

8. VA - Mixtape Prosto 600v (Prosto Label, 26.04.2010)

Zaczniemy tak. Drugi „Mixtape Prosto”, sygnowany tym razem ksywką legendarnego DJ’a 600v jest na pewno słabszy od swojego poprzednika sprzed 4 lat. Dwupłytowe wydawnictwo jest przede wszystkim… No, kto zgadł? ZA DŁUGIE. Do posłuchania ot tak, w domu nadaję się może na dwa razy, potem zaczyna się skipowanko, bo albo słyszymy stare numery, albo profanacje klasyków, albo 8-minutowe numery z bandą nikomu nieznanych wacków. Na początku hejtowałem, jednak sytuacja zmieniła się jakoś w lipcu, kiedy musiałem zapierdalać całą noc samochodem i potrzebowałem, czegoś, co nadawałoby się do łyknięcia na raz. Wiecie, taki album, który leci sobie w tle. „Mixtape Prosto 600v” spisał się wtedy bardzo dobrze. A dlaczego wyróżnienie? Bo dostaliśmy i tak znajdziemy tutaj kozackie numery, przykładowo „To ty jesteś” (o kurwa, Pezet rozjebał), „Strach czy respekt” (Had, dawaj solo), „Kto wrócił na osiedle”, „Uciec”, „Do fury”, „Licz sos”, czy znane już, singlowe „I żeby było normalnie” czy „Jestem swój”. Bardzo obszerny materiał, składający się aż z 42 numerów chętnie zmniejszyłbym do 12, może 15. Wtedy dostalibyśmy naprawdę kozacki materiał. Warto dodać, że ów mixtape to doskonała szansa dla VNM’a – przez hosting całości i nowe zwroty Prosto dało mu świetne podłoże do wydania jakże oczekiwanego legala. Pokaże się na głośnym (i złotym!) albumie, przypodoba się fanom Prosto i ludzie to kupią, tak? Mam nadzieję.

7. Paluch - Bezgranicznie oddany (B.O.R. Records/Fonografika, 10.10.2010)

Słabe single, słaba okładka, słaby album Aifam – te czynniki znacznie ostudziły moje oczekiwania na kolejną produkcję od Palucha. Może po udanym, legalnym debiucie oczekiwałem zbyt dużo? Tak, czy siak, dostałem mniej-więcej to, czego oczekiwałem. Nie jest to drugi „Pewniak”, ale na pewno porządna produkcja, która zadowoli słuchaczy poznańskiego rapu. Paluch bardzo pasuje do takiej stylistyki – nowoczesne (czasami aż za bardzo) produkcje, szybkie tempo, tematyka cały czas mało rozwinięta – taki jest właśnie „Bezgranicznie oddany”. A wiecie, co mnie boli najbardziej? Obecność Bosskiego w „Red Bullu”. Już pomijając to, że wódka z czerwonym bykiem to klasyka, ale dlaczego Romek musiał pojawić się akurat w tym kawałku? :( Nie mówię, że nawinął tam jakoś chujowo, bo nie skipuję, ale sam widok napisu „(Feat. Bosski)” już mnie zraża. Reszta jest całkiem spoko, szczególnie dobrze spisali się goście – Brahu, WSRH, Pih – same dobre zwrotki. Wyjebałbym tylko Kubiszewa i Gedza, mam alergię na tego skurwysyna. Boję się tylko o odbiór tego albumu. Już parę dni po premierze młodszy brat mojego kolegi miał wszystko na komórce, bo niestety wróży, że Paluch będzie wrzucany do jednego worka ze Słonem, Peją, PTP i innymi, których bardzo często można usłyszeć z telefonów małoletnich przygłupów, trudno. Co ciekawe. Album początkowo ukazał się jako zwykły nielegal, jednak (widocznie po całkiem dobrej sprzedaży) w listopadzie trafił na sklepowe półki, z wyjątkiem Empików, nakładem Fonografiki.

6. Flint - Czarny charakter (self-released, 30.11.2010)

Spore zaskoczenie. Flint do tej pory był dla mnie postacią właściwie anonimową, jako iż freestylem się zbytnio nie interesuję. Dwa lata temu zakupiłem sobie jednak „Radosny futbol”, bo spodobało mi się wydanie. Przesłuchałem i rzuciłem w kąt. W międzyczasie, a nawet jeszcze przez wspomnianym mixtape’m był jeszcze internetowy singiel „Gram o respekt” – również nie zaciekawił mnie na dłużej. Przez opisane doświadczenia do solówki zapowiadanej jako „pierwszy oficjalny album” (wszak, nielegal) podchodziłem ze zobojętnieniem. Pomysłowa, jednak nieudolnie wykonana promocja płyty lekko mnie zaciekawiła. W dzień premiery odwiedziłem więc hotfajlszop i wrzuciłem materiał na iPoda. Kolejne zaskoczenie it’s here! Co prawda, Flint nie serwuje nam błyskotliwych czy nowatorskich linijek, to raczej typ rzemieślnika, którego nagrania są na jakimś tam poziomie, jednak singlowy „Czarny charakter”, „Fleszbek” (najlepszy numer z płyty), „Przeszedłem drogę” z Hadesem czy „Ktoś musi umrzeć” to kozackie kawałki, którymi się jaram. Nie będę zaprzeczać, więc uznałem, że wypada docenić „Czarny charakter” w podsumowaniach.

5. Beat Squad - O czym szumią liście (self-released, 19.02.2010)

Beat Squad jak to Beat Squad – konsekwentnie ten sam klimat od pierwszej płyty. „O czym szumią liście” to idealny materiał do wyluzowania się, jednak nie obejdzie się bez pomijania niektórych kawałków. Głównie przez (niektórych) słabych gości. Co mogę więcej powiedzieć? Fani leniwego rapu poznaniaków będą zadowoleni mimo, iż album nie porywa.

4. PeeRZet / DJ NoOne - Oficjalne otwarcie głów (self-released, 01.01.2010)

Siema forum! Przemek drugiego „Hipocentrum” nie nagrał, ale „Oficjalne otwarcie głów” to dobry materiał na sam początek roku. Na pewno lepszy od tego krótkiego, grudniowego z pojebanym tytułem, mniejsza z tym. Lubię taki techniczny, wulgarny bełkot. Cóż więcej mówić? Szkoda tylko, że całość oparta jest na podjebanych bitach – PeeRZet jest już poziom wyżej od reszty podziemnych grajków, którzy nie potrafią załatwić sobie dobrych producentów. Warto o tym pomyśleć przy następnych produkcjach.

3. Stasiak - Pół żartem, pół serio (Alkopoligamia, 04.12.2010)

Stasiak – najsłabszy raper z bardzo lubianego przez mnie 2cztery7 nagrał całkiem fajną płytę, wow. Nie spodziewałem się tego, bo miałem podobne odczucia jak przy Kaczorze. Wątpiłem, czy Stasiak podoła ciężarowi solowego krążka. W rezultacie dostałem przede wszystkim fajnie wyprodukowany album (ze świetnymi zwrotkami króla Mesa), ciekawymi pomysłami na kawałki i średnim rapem gospodarza. Stasiak jak to Stasiak – raper klasy B, ale sympatyczny, zabawny, nie męczy ucha. Wyjebać skity, żenującego Pjusa (już wolę słuchać jego solo, naprawdę. Teraz jest tragedia) i album były jeszcze lepszy, na razie 4-.

2. Wice Wersa - Między niebem, a piekłem (Wielkie Joł, 11.09.2010)

“Wszystko, co wydałeś promocyjnie zawsze pada / PTP, Analogia, Macca Squad, dziś na przykładach [...]” – racja, racja. Do tego wersu można śmiało dodać tegoroczne debiuty z WJ – Smagalaz i Wice Wersę. Teraz porozmawiamy o tych drugich. Wice Wersa to powiew świeżości na polskiej scenie. Dobre, elektroniczne bity, trafne zwroty Verte i ci dwaj… nie pamiętam, jak się nazywają, ale dają radę. Czekałem na taki album, jednak jest coś, co stoi na przeszkodzie w słuchaniu tego krążka. Jest to oczywiście nadmiar tracków (aż 36), przez co tylko raz udało mi się go sprawdzić w całości, pod rząd. Zastanawiam się, dlaczego chłopaki zdecydowali się debiutować tak obfitym materiałem. Problem z selekcją? Wszak nie było to dobre posunięcie, ponieważ prawie 150 minut rapu bardziej znudzi odbiorcę niż go zainteresuje. Poza tym, naprawdę wielka szkoda, że „Między niebem, a piekłem” przeszło bez echa. Należy także wspomnieć o genialnej zwrotce króla Mesa, która wbiła mnie w fotel. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że są to najlepsze tegoroczne wersy, które Typ dał jako featuring.

1. Raca - Bobby Fischer (Stay True, 05.11.2010)

Poprzedni materiał Racy był niewypałem. Do „Bobby’iego Fischera” podchodziłem z dystansem, mając jednak w pamięci bardzo dobrą epkę „Znasz nas?” i dobry, choć niepowalający debiut „Samotność, wolność, pasja”. I jak? Dostałem smutny, trochę długawy, aczkolwiek solidny album. Nie jest to płyta, którą jaram się konkretnie w tym okresie, jesienią nie lubię słuchać takich płyt, po co się męczyć? Jednak docenić trzeba, bo mam pewność, że na pewno do pana Fischera wrócę.

Jutro, pewnie też o 21:15 pojawi się przedostatnie podsumowanie 2010, czyli ranking najgorszych płyt.

27
grudnia

Podsumowania 2010: Najlepsze teledyski (TOP 10)

Kategorie: Polski Rap, Ranking, Teledyski  Autor: TIREX

Pierwszym zestawieniem jest TOP 10 najlepszych, tegorocznych teledysków. Jeśli ktoś z Was któregoś z nich nie widział, klikajcie na screeny. Warto dodać, iż na uwagę zasługują takie tegoroczne teledysku Hemp Gru realizowane przez Fukwitdis, ale dyszka niestety nie jest gumowa.

10. DonGuralEsko - Braga 30 (Szpadyzor Records, prod. Wendland Films)

Mercedes, dziwki, wódka, dobra wiksa w drogim hotelu = dobry klipon, bez kitu.

9. Pih - Brutalna leksyka (Step Records, prod. Koral Film)

Piha możemy śmiało zaliczyć do grona najbardziej internetowych raperów pierwszej ligi. Step Records (najczęściej bardzo nieudolnie) dba o promocję białostoczanina w Internecie za pomocą jakiś zapowiedzi zapowiedzi, trailerów trailerów, prezentacji okładek (która w większości składają się z logosów sponsorów) i przede wszystkim niecodziennej liczbie teledysków, stanowiących niestety chodzącą reklamę koszulek, bluz, czapek i innych tego typu gówien, zapominając jednak o jakości. Zdarzają się wyjątki - „Brutalna leksyka” to bez wątpienia najlepszy teledysk promujący „Dowód rzeczowy nr 1”. Ciekawy pomysł, fabuła, całkiem dobre wykonanie. Takie klipy mogę oglądać.

8. Rudy MRW ft. Pih - Beton spija łzy (JMM Records, prod. 9mm)

Mam słabość do klipów kręconych w green-boxie. Fajne efekty, fajne wykonanie. Co mogę powiedzieć więcej?

7. Fabuła - Pijany bankrut (Step Records, prod. FabułaVideo)

Po Fabule nie spodziewałbym się bekowego, letniego teledysku z… fabułą. Gdyby „Pijany bankrut” ukazał się na początku wakacji – mielibyśmy potencjalny hit z dobrze zrealizowanym teledyskiem, co jest rzadkością.

6. Czarne Złoto: HST, Moral, Gano, Bas Tajpan - Talar (Gopside, prod. Przedmarańcza)

Teledysk przede wszystkim inny od wszystkich. Konkretnie zrealizowany, opowiadający konkretną historię pasującą do treści utworu. Propsy dla Przedmarańczy.

5. Szad - Panu dziękuj (Labirynt Records, prod. RMVision)

Trzeci Wymiar konsekwentnie stara się odbić od swoich poczynań, z których kojarzą ich nie tylko słuchacze rapu. Od „Czterech pór rapu” wizerunek chłopaków, jak i ich teledyski są bardzo mroczne, ciemne, owiane nutką – w taką samą stronę poszedł Szad w pierwszym klipie do swojej solówki. Dobry pomysł, dobre efekty (szczególnie 02:44), dobre wykonanie.

4. Wini - Rzucam (StoproRap, prod. Holeinmoon)

O chujowości rapu Winiego można mówić dużo, jednak nie da się powiedzieć, że „Rzucam” jest słabym numerem. Całość oparta jest na kozackim patencie – nasz bohater rozlicza się tu ze swoimi trzema nałogami i próbuje je rzucić – wszystko to doskonale obrazuje nam teledysk. Pomysł pomysłem, znacznie gorzej już z jego wykonaniem, ale nie o tym mowa. Klip jest niecodzienny, pojebany i unikatowy. Jak Wini. Hate It Or Love It. Co ciekawe, również mogliśmy zobaczyć go w telewizji, bez cenzury.

3. Wice Wersa ft. Waldemar Kasta - Płoną bębny (Wielkie Joł, prod. Endorfina Artmedia)

Jest pomysł, jest klimat, jest konkretna realizacja – wszystko się zgadza.

2. Prosto Mixtape 600v (Felipe, VNM, Jędker, Pezet, Sokół, Brahu, Numer Raz, Eldo) - I żeby było normalnie (Prosto Label, prod. 1cell)

Oglądając fotorelację z planu klipu byłem pewien, że będzie to kolejny ‘typowy polski teledysk’ z raperami stojącymi na kolorowym tle i machającymi łapami. Na szczęście postprodukcja potrafi działać cuda, baaardzo się zdziwiłem, gdy ujrzałem efekt końcowy. Takim sposobem dostaliśmy jeden z najlepszych teledysków tego roku, który nawet doczekał się bardzo dobrej rotacji w TV – dobrze się stało, przynajmniej pieniądze, które Prosto zainwestowało w ten obrazek nie poszły w błoto.

1. Pokój Z Widokiem Na Wojnę ft. Sokół, Marysia Starosta - Pokój z widokiem na wojnę (Prosto Label, prod. 1cell)

Kolejny dobry teledysk Prosto zrealizowany przez 1cell. Kozacka postprodukcja – po obejrzeniu teledysku chcę się go zobaczyć jeszcze raz, a to chyba jest najważniejsze.

Na dzisiaj to tyle. Po kolejne notowanie zapraszam jutro, też w godzinach wieczornych.

27
grudnia

Podsumowania 2010 - zaczynamy!

Kategorie: Polski Rap, Ranking  Autor: TIREX

Corocznie podsumowana czas zacząć. Polski rap AD 2010.

Rok 2010 w polskim rapie to przede wszystkim rozwój. Szkoda tylko, że nie w sensie samej muzyki, tylko jej ‘otoczki’. Małe, nowopowstałe wytwórnie pokroju Alkopolgamii i Szpadyzor Records radzą sobie naprawdę dobrze. Początkowo byłem negatywnie nastawiony do takich tworów, które – wydawać by się mogło – powstały tylko do wydania jednej płyty. Polski rap zdążył się już otrząsnąć z tego, co było w latach 2005-2008, kiedy media i wytwórnie się od nas odwróciły i potrafią działać same. Mes i Gural zrezygnowali z przechujowego wydawania płyt na CDR’ach (patrz: DGE) i bardziej inwestują jakość, wypuszczając najczęściej bardzo ładne digipacki, bo wiedzą, że prędzej czy później im to się zwróci. Do większości polskich raperków w końcu dotarło, że Internet nie jest ich wrogiem. Oprócz piractwa, które było, jest i BĘDZIE, można też znaleźć plusy tej sieci zła. W ten sposób przyszedł do nas patent zagraniczny – udostępnianie całych płyt do darmowego odsłuchu na MySpace/YouTube czy innym gównie. Kolejnym ruchem było pozakładanie sobie profili na jakichś Facebookach i grożenie obiciem sobie mordy (vel Pezet z Małolatem i Zjawin). Do tego dochodzi bardzo duża ilość wideo wywiadów oraz masa, w większości strasznie chujowych i żenujących koszulek, bluz i czapek. Mimo wszystko, jest ciekawie. Oprócz tego teledyski wreszcie zaczęły przypominać to, co powinno być nazywane teledyskiem. Pomijając już, że w 90% stanowią one reklamy brandów odzieżowych, energy drinków czy wódki, są one na więcej niż jedno obejrzenie. W tym roku w kwestii klipów zdecydowanie prowadziło Prosto, które wypuściło ich najwięcej i co ważne – były one emitowanie nie tylko w sieci. Ale o tym później, czekajcie na TOP 10 klipów.

Kolejne grono raperów postanowiło schylić się po hajs, który leży na ulicy. Między innymi, Pezet i Noon, Małolat i Ajron, Zip Skład i Peja postanowili wykupić prawa do swoich starszych płyt i wypuszczenie reedycji, co na pewno im się bardzo opłaci. Sam z w/w płyt nie kupie – tego, co chciałem – mam pierwsze wydania, bo kupowałem na bieżąco. Jakieś “Chleby powszednie” mi nie potrzebne. Swoją drogą, jestem ciekaw, panie Deliś, kiedy T1-Teraz ruszy z reedycjami, które miały pojawić się na jesień tamtego roku.

Do przykrości możemy zaliczyć coraz większe zatarcie pomiędzy legalem, a nielegalem i prestiżem, jaki – powiedzmy – jeszcze 3 lata temu dawał LEGAL. Dziś praktycznie każdy może podpisać umowę dystrybucyjną i wpuścić swoją płytę na półki. A potem muszę się męczyć w sklepie z przestawianiem jakiegoś Krzyha, Fatum Crew czy innego ścierwa na najniższe półki działu Metal czy Pop. Parę takich przypadków przedstawię Wam we wtorkowym zestawieniu najgorszych płyt tego roku.

Jak na złość – im gorszy rok, tym lepsza sprzedaż. Zdecydowana większość nowych płyt ląduje na Olisie i sprzedaje się całkiem przyzwoicie, czego dowodem mogą być tegoroczne złote płyty:

O.S.T.R. – Tylko dla dorosłych
Rychu Peja SoLUfka – Na serio
Hemp Gru – Droga
Molesta Ewenement – Molesta + Kumple
Tede – Fuck Tede / Glam Rap
Eldo – Zapiski z 1001 nocy
VA – Mixtape Prosto 600v
POE – Złodzieje zapalniczek

I oczywiście platyna za “Tylko dla dorosłych”. Znalazłbym 2x więcej płyt, które bardziej niż w/w zasługiwałyby na status złota, ale cóż poradzić? Wpływa to na rozwój naszej kultury i trzeba gratulować. Szkoda tylko, że ‘moda na kupowanie płyt’ zaczęła się na przełomie 2009/2010. Co do kupowania. Wczoraj liczyłem i wyszło mi, że w tym roku kupiłem aż/tylko 90 płyt, co sprawiło, że moja kolekcja liczy już 420 płyt. Spośród wspomnianej dziewięćdziesiątki udało mi się wygrać aż 6 pozycji – są to:

- Sobota – Sobotaż
- Duże Pe – Zapiski z życia na terytorium wroga [nie rozfoliowałem]
- Emrat/Expe – Życie rapera vol. 1
- Green – Kryptonim monolog [nie rozfoliowałem]
- Vienio – Etos 2010 [z autografem]
+ Dyspensa – Dysonans [była jakaś akcja z dostaniem tej płyty za darmo. Podałem wiec swoje dane i parę dni później odwiedził mnie kurier. Fajna sprawa, płyta już nie]

Ma się tego farta, nie? W międzyczasie zrezygnowałem z cyku “Nabytki płytowe”, bo po prostu znudziła mi się ta formuła. Jak myślicie? Powrócić do tego?

Preorder – to magiczne słowo, które jeszcze 3 lata temu nie było praktycznie znane w polskim rapie, pojawia się przy każdej premierze. Nie wiem, po co to komu. Co to zmieni, czy płytę będę miał w dzień premiery czy dwa dni po? Hę? Zawsze mam bekę, jak płyta niespodziewanie szybciej pokazuje się w sklepie i trafia do sieci szybciej, niż docierają preordery. Poza tym – nie lubię takiej formy kupowania płyt. Tradycją dla mnie jest przejechanie się do pobliskiego Media Markt (bo Empiki już się nie liczą) i z dumą wygrzebanie z półki tego, po co przyszedłem. Jeszcze w 2003/4 zamawianie czegoś przez Internet było dla mnie powodem do lansu – większość kolegów nie wiedziało nawet, co to jest Internet, jednak na przestrzeni lat to się zmieniło.

Dziwi mnie tylko jedno – odwrócenie się od polskiego Groove Attack – potentata polskiej dystrybucji – Fonografiki. Jeszcze w tamtym roku, w katalogu firmy Jacka Caby znajdowało się 90% polskich rap-płyt wydawanych w ostatnim okresie. Wszystko zaczęło zmieniać się po wersach Peji: “Wydaję z Mandaryną? / Trochę cię poniosło / Handlujemy też Molestą, całym katalogiem Prosto”. Podejrzewam, że konsekwencją tego było kwietniowe zrezygnowanie przez Prosto wieloletniej współpracy z Fonografiką, żeby – nie wiedzieć czemu – wrócić do nich w grudniu tego roku. Od Fonografiki odwróciły się także wydawnictwa: Respect Records, Step Records. Dlaczego? Sam jestem bardzo ciekawy.

Rap wraca do mediów?

Powoli coś rusza w tej sprawie. Jak powszechnie wiadomo, od trzech lat w telewizji polski rap praktycznie się nie pojawiał. Były jakieś tam wyjątki typu Mes, ale co to jest jeden klip na cały rok? W 2010 można było zaobserwować, że wytwórnie Prosto, Wielkie Joł i Alkopoligamia po prostu dogadały się z Vivą i MTV, dzięki czemu rap wrócił na rotaje. Takim sposobem czasem czułem się jak w 2003/4, kiedy na Vivie tyle razy leciał dany teledysk, że mimo, że bardzo go lubię, musiałem przełączyć, bo ile można? Promocja przez mass media ma swoje plusy i minusy. Jakie są plusy – wiadomo. Dzięki takim zabiegom VNM (który od zawsze chciał być w TV) i Hifi Banda znajdą multum nowych odbiorców. Do minusów możemy zaliczyć przykładowo taką sytuację. Moja koleżanka, słuchająca na co dzień tego, co grają jakieś tam radia, zapytała mnie “Ten kawałek, w którym w refrenie jest „Ty kurwo” to jakiegoś rapera, tak? A ma on jeszcze jakieś inne fajne kawałki? Wrzuciłabym sobie je na komórkę…”. No niestety.

Do kolejnego sukcesu Prosto możemy zaliczyć wkręcenie Hifi Bandy do programu VIP, organizowanego przez Muzodajnie i Vive. Od końca września do końca października klip „Kontroluję majka” leciał codziennie o każdej punkt godzinie na przemian z krótkim wywiadem, nieźle, nie?

Poniżej 5 polskich klipów, które latały tak często (do porzygu, jak Koń Rafał), że po prostu nie można ich było nie zobaczyć:

Prosto Mixtape 600v – I żeby było normalnie
Hifi Banda – Kontroluje majka
VNM ft. Rastamaniek – Zrób to [na 4Fun.tv w nocy emitowany był bez cenzury]
Hifi Banda – Mieli być tu
Wdowa – Cholera, tak!

Poza tym, na antenie Vivy bardzo często mogliśmy zobaczyć:

Tede – Dokąd idziesz polsko?
Hifi Banda – Mieli być tu
Tede ft. Mrozu – Pali się dach
Wice Wersa ft. Mrozu – Wyje alarm
Tede ft. Natalia Lesz – Glam Rap

Co najlepsze w paśmie „Viva Hits Polska” cały czas można zobaczyć coś z tego zestawu. W chwili, kiedy to piszę akurat leci:

Poza tym – mogliśmy zobaczyć wywiady z Pjusem, Voltem, Hifi Bandą, Tede oraz relację z Warsaw Chellange i 10 urodzin Wielkiego Joł. Viva nie zapomniała także o starszych teledyskach, które od marca możemy zobaczyć w programie „10 na 10”. Oglądałem często i powiem wam, że leciały same klasyki w postaci „Platynowego sombrero”, „Oczy otwarte 2”, „Każdy ponad każdym”, „Wielkie Joł”, „Nie ma dróg skróconych”, „List”, „Głucha noc”, „Seniorita”, „Grrrubas” „Re-fleksje”, „Wrocławska premiera”, „Oszuści”, „Jest jedna rzecz”, „Odzyskamy hip-hop”, „Kurewskie życie” „Oczy otwarte” i wiele więcej.
Jakoś w maju, był „Weekend z polskim hip-hopem”, gdzie mogliśmy zobaczyć TOP 50 najlepszych polskich rap-teledysków (a wśród nich m.in. nieocenzurowane „Wielkie Joł” Tedego i „Wrocławska premiera” Kasty w biały dzień, o 15:00). Klipy przeplatane były wypowiedziami Mesa, Pezeta, Tedego, Pono, Sokoła, WSZ i CNE oraz Volta.

Na MTV jakieś rapsy mogliśmy zobaczyć tylko w nocy (a może już nad ranem) lub ew. w godzinach przed-szkolnych. Sam zaobserwowałem:

Eldo – Pożycz mi płuca
O.S.T.R. – Śpij spokojnie
Pyskaty + goście – Bez granic
Fu ft. WWO, Marysia Starosta – Eklskuzywny nokaut
PMM ft. O.S.T.R. – Daj mi bit
+ większość klipów z Vivy

4Fun.TV nie pozostaje dłużne i emituje największą ilość nowości w postaci m.in.

Vienio ft. Hades – Nowe bloki
DonGuralEsko – Betonowe lasy mokną
Wini – Rzucam [bez cenzury]
Tede – Kalash [bez cenzury]
Łysonżi – Dżonson [bez cenzury]
O.S.T.R. – Track12
Proceente ft. WSZ – 2012
DonGuralEsko – Palę majki
Proceente – T.O.A.S.T. [mimo, że to na kradzionym bicie]

Więcej niestety nie widziałem.

Warto też wspomnieć o TVN Warszawa, na którego antenie mogliśmy oglądać premiery teledysków z Prosto, wywiady z Tede, Eldo, Wdową, Numerem Raz[em?], itp., ponadto relacje z różnych imprez – to się chwali.

Oprócz TV rap pojawia się także w radio. I nie mam tu na myśli Radio Kamups, Radio Rewers czy innej stacji internetowo-lokalnej. Na antenie radiowej Czwórki (niegdyś Radio Euro, wcześniej Radio Bis) możemy usłyszeć najnowsze single Pezeta i Małolata, Stasiaka, Tedego, Abradaba, Hifi Bandy, Flinta, Waldemara Kasty i… więcej jak na razie nie słyszałem. Dobrze się dzieje. Przynajmniej nasi biedni raperzy dostaną jakiś pieniądz z Zaiksów.

“A rap? Dobre płyty wciąż wychodzą” – jak to mówił Eldo, szkoda tylko, że 2010 tak diametralnie odstawał chociażby od minionego, bardzo udanego 2009 roku. Tegoroczne podsumowania będą pojawiały się do końca tego roku. Jeszcze dziś zobaczycie listę 10 najlepszych teledysków, później – kolejno – najgorsze płyty, rozczarowania, wyróżnienia i oczywiście najlepsze płyty AD 2010. Początkowo miałem w planach rozmienić wszystko na drobne, zrobić także notowanie typu ‘najlepsza zwrotka’, ‘najlepszy bit’, ale w ciągu ostatnich dni doszedłem do wniosku, że nie ma się co pierdolić, także będzie tradycyjnie. Dla ciekawskich – podsumowania powstawały od 21 grudnia do… teraz. Lecimy z kosem.

31
sierpnia

Jesienno-zimowe premiery A.D. 2010

Kategorie: Polski Rap, Ranking  Autor: TIREX

Te moje zestawienia stały się już tradycją, a jak wiadomo, tradycję trzeba kontynuować, więc i w tym roku nie mogłem Was zwieść. W ciągu jednej nocy sporządziłem listę zapowiedzianych premier do końca 2010 roku. Jak zawsze - poziom oczekiwania + parę zdań ode mnie. Nowością są podane wydawnictwa - dopisałem je dziś, bo mi się nudziło. Co do ‘punktacji’, gwoli ścisłości - WCM - myślę, że każdy zna rozwinięcie skrótu. Oznacza to, że nie mam w planach sprawdzenia tej płyty. Z kolei, 0 oznacza, że w wolnej chwili postaram się sprawdzić, a reszta, to już wiadomo. Mam nadzieję, że o niczym istotnym nie zapomniałem.

Całość znajduje się poniżej (uwaga, to gówno zajmuje 12 stron w Wordzie!).

Czytaj dalej »

31
grudnia

Podsumowania 2009: Najlepsze płyty (TOP 15)

Kategorie: Podziemie, Polski Rap, Ranking  Autor: TIREX

A mówiłem, że będą kontrowersje. Pewnie niektórzy z Was przeżyją zawał, bo nie znajdziecie tutaj żadnych Tetrisów, Małp, Zeusów czy Quizów. Przepraszam, że mi się to nie podoba :( A tak już całkiem na poważnie, pierwsza (ostatnia?) piątka to raczej taka okręgówka. Albumy, które bardziej pasowałyby jako suplement wyróżnień i tak to właśnie traktujcie. 15 polskich krążków, których najczęściej słuchałem w tym roku.

15. Ramona 23 - Uliczny Flowklor (Szpadyzor Records)

Pozycja honorowa. Tłumaczyć nie muszę, tylko proszę - nie bij mnie więcej :( Joł!

14. Chada – Proceder (Step Records)

Pomimo, że Chada nie ma flow i nawija tak samo, jak w ’99, „Proceder” wyszedł mu bardzo dobrze. Niezaprzeczalnie, najmocniejszą stroną albumu jest warstwa liryczna (no i refren Mesa, oczywiście), która to obrazuje tam ciemną stronę życia warszawskiego rapera. Cytując Piha „Jest to płyta, którą napisało życie” – i właśnie to w moich oczach wyróżnia Chadę od reszty elo-uliczników, którzy na swoich krążkach prezentują nam czysty hardkor. „Jebane psy wciąż zastawiają sidła / Chada nie z tych, co oczy ci zamydla”.

13. Młodziak - Kronika Remix (Step Records)

Przyznam, że kiedy tylko usłyszałem, że ma powstać coś takiego, jak „Kronika Remix” nie byłem do tego zbytnio pozytywnie nastawiony. Nie byłem pewien, czy wydawanie tego samego materiału, ze zmienionymi bitami i dodatkowymi featami, będzie wystarczająco dobre, by przebić oryginał. Jak okazało się we wrześniu – moje przeczucia się nie sprawdziły. Legalne wydanie odświeżonej „Kroniki” okazało się dobrym posunięciem. Dlaczego? Bo ten album po prostu na to zasługuje. PS. Czy ktoś ze zgromadzonych wie, jak smakuje sperma z koksem? ;)

12. Proceente & DJ Abdool - T.O.A.S.T. Mixtape (Aloha Entertainment)

Pomimo, że „T.O.A.S.T.” został nagrany na kradzionych i znanych bitach zza Oceanu, jest on dla mnie lepszy od LP, które Procent wydał we wrześniu. Cóż poradzić.

11. Paluch – Pewniak (Fonografika)

I co ja Wam poradzę, że ta płyta mi się naprawdę podoba? Dobry rap, na dobrych kurwa bitach. Skoro Bartkos mógł umieścić u siebie jakiegoś Łoza czy Ematei’a (yyy… kogo?!), to ja daje Palucha. Hate me now.

10. O.S.T.R. - O.C.B. (Asfalt Records)

Z oceną płyt Ostrego, od mniej więcej trzech lat, mam nie lada problem. Nie da się powiedzieć, że „O.C.B.” jest słabe. Bity, cuty, skrecze, flow – do tego nie można się przypierdolić. Problem polega na tym, że O.S.T.R. rok w rok, daje nam dokładnie to samo. Zawsze wiemy, czego można się spodziewać. Blisko 80 minut rapu, który – pomimo, że powierzchownie jest bardzo dobry – może zwyczajnie nudzić, wydawać się monotematyczny. Tak jest też w przypadku dziesiątej, jubileuszowej płyty. Pojaram się parę tygodni i nie chce mi się do niej wracać.

9. Pyskaty - Pysk w pysk (Aptaun Label)

Chyba wszyscy byli przyzwyczajeni do Pyskatego-panczlajnera, a tu proszę. Całkiem inny styl, nie mniej jednak - bardzo dobry.

8. Słoń - Chore melodie (brak)

Polski Necro? Raczej jego wierna kopia, tyle że w języku polskim. Słonia jest powszechnie hejtowany, a ja oczywiście się nim jaram. Wackiem nie jest, tekstów nie ma głupich, więc w czym problem? Dobra rada - zniweluj przymiotniki „jebany” i „pierdolony” w co drugim tekście, a będzie jeszcze lepiej! No i oczywiście propsy dla Miksera za bity, które idealnie oddały klimat płyty.

7. VNM - Niuskul Mixtape (DeNekstBest)

Najnowsze wydawnictwo VNM’a można oceniać dwojako. Pierwszy sposób jest dość prosty – jak wiadomo, 80% materiału było stopniowo udostępniane w sieci. Ba, trzy utwory wychodziły od stycznia 2008 jako single, które nie zmieściły się na „NSPC” – gdybym pod tym kątem oceniał „Nisukul”, pewnie znalazłby się on na ostatnim miejscu w wyróżnieniach – z czystej sympatii do Tomka – bo po co komu odgrzewane kotlety, nie? Drugi sposób, który postanowiłem wykorzystać to metoda Jana Palonego. Nic wcześniej nie słyszałem, wszystko jest świeżutkie i premierowe. I…? Mamy kozacką płytę, nie ma co. Skurwysyńskie bangery („Na bloku”), bardziej poważne utwory („Centymetr”, „Za drzwiami”), czy nie miej dobre „Słodkich snów”, „Zrozum to w końcu”, plus najlepszy wałek „Mega” – jaram się!

6. DonGuralEsko & Matheo - Inwazja porywaczy ciał (Szpadyzor Records)

Choć „IPC” jest wyraźniej słabsze od „El Polako”, Gural i Matheo cały czas potrafią wysmażyć dobre, letnie bangery takie jak „Cały lokal pływa”, „Idziemy po swoje” oraz „My robimy te manewry tu 2”. Do odstrzału możemy zaliczyć wypełniacze w postaci kawałków z poprzedniej płyty + „Jak DJ rządzi woskiem” i „Łyk ginu” – po co to tutaj? Ponadto, Dziadzior kolejny raz udowodnił, że po prostu nie nadaje się na wydawce. Nie wiem jak jest w edycji sklepowej, natomiast limitowana wersja „Inwazji…” ma źle wydrukowaną okładkę. Jest ona za duża i po wyjęciu, nie mieści się w pudełku. Blame! Ale lepsze to już niż „El Polako”, które – paradoksalnie – w MM (39 zł) było droższe, niż w Empiku (35 zł) i nagrane było na CDR’a.

5. Tede - Note2 (Wielkie Joł)

Tego bym się nigdy nie spodziewał. Bardzo dobra, dobrze wyprodukowana i zarapowana płyta, powstawała w zaledwie półtora miesiąca. Taką metodę powinien właśnie stosować Tede – zamiast pracować dłużej i wydawać raczej średnie płyty pokroju „Ścieżki dźwiękowej”, na czystej zajawce wbijać się do studia i robić swoje. „Lubisz go czy nie, w rapie to był rok Tedego” – cytując Piha kolejny raz.

4. Sobota – Sobotaż (Stoprocent)

Nie czekałem na ten album… I to było błędem. Sobota, będący debiutem roku, wszedł z buta w moje głośniki, prezentując najbardziej bangerową płytę roku. Nieważne, że flow ma przeciętne. Nieważne, że teksty nie są jakieś odkrywcze (pewnie za dużo w nich koksu, szmalu i brudnego seksu). Ważne, że szczeciński raper obdarzony jest dużą charyzmą i tym „czymś”, co umiejętnie maskuje niedociągnięcia. „Sobotażu” słucha się wprost świetnie. Taka prawda.

3. Warszafski Deszcz – Powrócifszy (Wiekie Joł)

Nie czekałem na ten album. Nie chodzi o to, że nie jaram się „Nastukafszy”, ale wiecie, jak to jest z tymi powrotami. Na szczęście, Tedzikowi i Numerowi udało się nagrać dobrą, spójną i klimatyczną płytę. Trochę za dużo gadania o tym, że powracają, jak to było 10 lat temu, aczkolwiek w tym przypadku jestem to w stanie zrozumieć. W końcu do powrót… udany powrót.

2. Rychu Peja SoLUfka - Na serio (Fonografika)

Nie ma co się rozpisywać. Bardzo dobra płyta, bijąca na łeb poprzednią Solufkę. Rychu w pół roku nagrał dojrzały i osobisty album, który w dyskografii poznaniaka umieściłbym na trzeciej pozycji.

1. Ten Typ Mes - Zamach na przeciętność (Alkopoligamia)

Ktoś jest zdziwiony? Ta płyta stała się murowanym numerem jeden, jeszcze przed wydaniem. Na Mesa zawsze mogę liczyć, na swoim koncie nie ma jeszcze ani jednej słabej płyty. Jaki jest “Zamach…”? Na pewno słabszy od “Alkopoligamii”, momentami przekombinowany, lecz na pewno najlepszy w tym roku. Minusy - skity i „OiOM”… Świetne flow, świetne teksty, świetne bity, świetna płyta. Wiadomo.

Tym oto sposobem, ładnie zamknąłem 2009 rok. Był to ostatnie notowanie podsumowujące, a już jutro, tak bardziej wieczorem spodziewajcie się… czegoś, również w formie rankingu. Sorry za jakieś ew. błędy, ale opisy niektórych płyt pimpowałem nawet parę minut przed publikacją i coś mogło mi się popierdolić. Do zobaczenia w 2010!

30
grudnia

Podsumowania 2009: Najsłabsze płyty (TOP 10)

Kategorie: Podziemie, Polski Rap, Ranking  Autor: TIREX

Bez zbędnego pierdolenia - ranking najsłabszych płyt, jakie było mi dane usłyszeć w tym roku. Szczery hardkor. Na marginesie - po łbie powinno dostać się także Monie (nie to, że brzydka, to jeszcze rapować nie umie), niejakiemu DDK (ale kto go tak naprawdę zna? nie będę robił chłopcu reklamy), NON Koneksji (ułaskawiłem ich, ponieważ Lukasyno ma na koncie dwa niezłe albumy) oraz Macca Squad (nawet nie słuchałem, ale proponuje wypierdalać), ale tak na dobrą sprawę, nie warto zaptrzątać sobie nimi głowy. Let’s go!

10. Hemp Gru – Droga (Hemp Rec.)

5 lat minęło od pamiętnego „Klucza”, a Wilku i Bilon jak krowy. Zaparli się i ani rusz. Moim zdaniem, „Droga” jest taką gorszą, okrojoną wersją poprzedniej płyty chłopaków. Przykłady? „Dr. Joint” = „Zdjedz skręta” lub „H.W.D.P.” = „Nienawiść”. Dalej nie ma sensu wymieniać. Ogólnie rzecz biorąc, warstwa tekstowa jest płaska jak biust kulturystki. Kolejne minusy – skity – totale niewypały, nie mają pojazdu do tych z ’04… oraz goście – zamiast Sokoła czy Ero mamy tutaj jakichś nieudaczników typu Jasiek MBH i Ola Manola (shemale?), o burakach z Firmy nie wspominając.

9. Fu – Retrospekcje (Prosto)

Fu, co ci odjebało? Pewnie taki los czeka wszystkich wydających w Prosto, ale ciebie z Łozem, w ‘hitowym’ singlu na antenie Radio Eska nigdy bym się nie spodziewał. Autor dotychczas dość dobrych, lecz nie porywających płyt zaliczył bardzo duży regres artystyczny, nagrywając po prostu słabą płytę, która w założeniu miała się dobrze sprzedać.

8.  Buczer & Brożas (PTP) - Czas to pieniądz (brak)

No comment, ten badziew nie motywuje mnie do dissu nawet w podsumowaniu.

7. Krzyhu / Enwues - Dlaczego o tym mówię (Fonografika)

Co mnie obchodzi, że zdradzał cię ojciec? Wiesz chociaż z kim? Mamy tutaj do czynienia z kolejnym raperkiem, który cudem wyszedł na legal i serwuje nam swoje rodzinne smuty, nie zważając w ogóle na formę. Szczery przekaz, ziomek!

6. Firma - Nielegalne rytmy: Kontynuacja (Fonografika)

Po jednokrotnym przesłuchaniu nowej Firmy zacząłem się poważnie zastanawiać, czy Bosski i jego koledzy są naprawdę tacy puści i prości, czy po prostu taki buracki rap dobrze się sprzedaje i imponuje gimbusom? Na to pytanie powinien odpowiedzieć ktoś obiektywny – nie tak, jak ja – wyraźnie uprzedzony do chujowego rapu, którego Firma jest książkowym wręcz przykładem.

5. THS Klika - Długopis, kartka (Fonografika)

No dobra… „Liryka chodnika” nie była aż taka słaba, jak by można było pomyśleć, natomiast już nie da się ukryć, że poziom rapu Suji i Romana od jakiegoś czasu leci na pysk. Podobnie, jak w przypadku HG – otrzymaliśmy płytę gorszą od swojego poprzednika. Chujowe teksty, chujowe rymy, średnie bity.

4. Fundacja #1 - Poste Restante (Prosto)

Żeby nagrywać materiał tyle lat i wypuścić takie gówno, po prostu trzeba być ulicznikiem. Nie ma innej opcji. „Poste Restante” brzmi jak jakiś unreleased z lat ’99-’01, który po prostu przeleżał na dysku i dopiero teraz został wydany. Właśnie… „wygląda”, a wcale tak nie jest. Najwyraźniej Ward, Jaźwa, Felipe i Mieron cały czas znajdują się w latach dziewięćdziesiątych, gdzie niezbyt liczyła się technika i nieco ambitniejsza treść. Bądź porządny, jaraj zioło, pierdol konfidentów. Panom już dziękujemy.

3. Hudy HZD - Wykorzystana chwila (Fonografika)

Beka. Wyobraźcie sobie, że płytę trwającą lekko ponad 30 minut, nasz młodociany ‘raper’ nagrywal od 2005. Poziom równy podłogi, ale wiecie.. hardkor z dzielicy! Elo dzieciaku!

2. Bosski Roman & Piero - Krak 2 (Rockers Publishing)

Manieczki? W styczniu bardzo cieszyłem się, że jest to nielegal, bo po co taką chujnie pchać do sklepów? Jeszcze ktoś kupi, posłucha i będzie tragedia. Nawet nie wiedzie, jak zdziwiłem się w maju, kiedy na półce w Media Markt znalazłem digipackowe wydanie „Kraku”. Rockers, co wyście odjebali…

1. Pono feat. Sokół - To prawdziwa wolność człowieka (3Label)

O ile, poprzednie wybryki TPWC można było jeszcze jakoś przełknąć, to właśnie ten album ma największe predyspozycje do bycia zwyczajną kupą gówna - [*].

Co jutro? Gwóźdź programu! Notowanie najlepszych płyt 2009 roku. Będą kontrowesje, poleje się krew. Jeszcze dokładnie nie wiem, ile pozycji będzie zawierać ranking, cały czas się zastanawiam, ale powinienem zdążyć wszystko dopieścić.

29
grudnia

Podsumowania 2009: Wyróżnienia (TOP 10)

Kategorie: Podziemie, Polski Rap, Ranking  Autor: TIREX

Ciąg dalszy podsumowań. Na dzisiaj przygotowałem ranking dziesięciu płyt, które wyróżniłem. Oznacza to, że są to dobre płyty, ale nie na tyle, żeby załapać się do finałowego notowania najlepszych produkcji w 2009. Zapraszam do lektury.

10. Prys & Bleiz - Wroakland Mixtape (Grill Funk Records)

Ten album to przede wszystkim świetne bity. Zwrotki Prysa i niektóre refreny najchętniej bym wyciął, zostawiając tylko gości i Bleiza, który radzi sobie tutaj dobrze, ale tylko dobrze. Posłuchać można, lubię takie klimaty.

9. Tomiko – Świadomość (Aptaun Label)

Przed wydaniem byłem niemal pewien, że „Świadomość” znajdzie się w TOP 10 najgorszych płyt tego roku. Wiecie, co mam na myśli. Kolejny ulicznik z Warszawy wydaje nielegal… Wszystko zwiastowało kolejną nudną płytę o problemach życia codziennego i innych prawilnych gadkach, jednak podopieczny Pyskatego wyszedł z tego obronną ręką. “Świadomość” dobrą płytą jest. Nie mniej jednak, nie przeczę – mamy tu do czynienia z ulicznym rapem, jednak w moim odczuciu, jest on kilka poziomów wyżej od gówien wymienionych w rankingu najgorszych produkcji A.D. 2009. Sprawdzać, kto jeszcze nie miał okazji.

8. Vixen - New-Ton (Fonografika)

W swojej klasie, „New-Ton” jest po prostu dobrą płytą, którą można wrzucić sobie na słuchawki i zbytnio nie zastanawiać się nad tekstami. Póki co, z Vixena jest lepszy producent, niż raper, ale mi się, że za parę lat będą z niego ludzie. Na razie jest poprawnie, na początek mamy dobry debiut. Z czasem będzie lepiej i “nie pierdol, że cie to nie rusza”.

7. Ortega Cartel – Lavorama (Sixteen Pads Records)

Nie rozumiem fenomenu tej płyty. Każdy się zachwyca, a ja nie wiem, nad czym ci ludzie tak wzdychają. Mówiąc prosto z mostu – Piter i Patr00 to wacki, nie umieją rapować i choćby niektórzy argumentowali to ich luzem i tym, że (nieciekawe zresztą) teksty piszą w 5 minut na kolanie, nie jest to żadnym usprawiedliwieniem. Ale dobra, pomijając chujowy rap, mamy dobre podkłady i gości w postaci Ostrego, Reno, Procenta, Spinacza czy nawet Tedego. Tyle dobrego.

6. Numer Raz - Ludzie, maszyny, słowa (Wielkie Joł)

Nigdy jakoś specjalnie nie przepadałem za Numerem. Jego pierwsza płyta wręcz mnie drażniła, a jak jest z „L.M.S.”? Zaskakująco (jak na 3/10 poziomu oczekiwania) dobrze. Podobno płyta ta niezbyt różni się od swojego poprzednika. Nie potwierdzę, nie zaprzeczę. Powiem natomiast, że jest to dobry materiał do wyluzowania się. Dobre bity, dobre zwrotki Mesa (i Ero). Numer nawija w sumie tak samo jak zawsze, czyli (chciało by się powiedzieć “zawsze spoko”) - na swoim poziomie.

5. Rudy MRW – Bezsenność (Vision Music)

No proszę. Łudego, z reguły hejtowałem. Najpierw śmigał non stop na Vivie w „Platynowym sombrero”, potem wydał chujową płytę u Żuroma, aż wreszcie zniknął. W 2008 wrócił i już epka „Uniwersytet życia” zwiastowała progres. Do wydania „Bezsenności” zaliczał dobre występy gościnne (np. u Pyskatego czy Łysonżiego) i po prostu nie mogło być inaczej. Drugie solo okazało się zjadliwe. Usłyszymy tutaj nowego Rudego, z poprawioną dykcją i dobrym tekstami, z którymi niektórzy na pewno będą się utożsamiać. Duży minus za kradzież bitu Truskawy ;)

4. VA – Poeci (Warner Music Poland)

Dobry pomysł, dobre wykonanie, dobre bity. Tylko wyróżnienie z prostych dwóch powodów – po pierwsze: nie ma Mesa!, po drugie: nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Magiera i L.A. mogli zachować te bity na inny projekt, z autorskimi już tekstami.

3. Borixon/Kajman/PRW.RS – Semtex (Fonografika)

Produkcja, która gdyby tylko przedostała się do mediów, mogłaby namieszać. „Semtex” zdecydowanie ma hitowy potencjał, to taka typowa kopia mainstreamowych produkcji zza Oceanu. Coś jak nowy Onar, tylko tutaj efekt jest przyzwoity. Trochę za dużo śpiewu PRW.RS’a, Borys na swoim poziomie, a i Kajmana na reszcie rozumiem.

2. Łysonżi – Dżonson (Aloha Entertainment)

Cóż za ironia – Łysonżi jest najsłabszym elementem swojej płyty. Jego wkurwiający głos i maniera powtarzania wyrazów może denerwować. Na szczęście członek SzSz znalazł na to dobry sposób – na swój album pozapraszał mnóstwo gości, którzy uczynili z „Dżonsona” ciekawą pozycję. Na albumie znajdziemy dobre linijki od Mesa, Wdowy, VNM’a, Weny, Jeżozwierza czy Smarka. Przymrużając oko na fakt, że wszyscy zjedli Łysego swoimi wersami, z „Dżonsona” udało się stworzyć równą produkcję, która nawet często gościła w moich głośnikach.

1. Bleiz - Grill-Funk (Grill Funk Records)

Jaki jest Bleiz, każdy słyszy. Głos bardzo dobry, ale warsztat trochę kuleje. Dlatego też, Antoś na „Grill-Funku” odgrywa drugie skrzypce. Smutną prawdą jest fakt, iż podobnie, jak u Łysonżiego, zjadł go każdy z gości (oczywiście Mes rozkurwił po całości). A bity… mmm… jedna z najlepiej wyprodukowanych płyt w tym roku. Naprawdę. Świetne podkłady Etena. Dzięki nim już w styczniu w moim pokoju świeciło upalne słońce.

Dodam jeszcze, że zastanawiałem się, czy aby nie dodać tutaj RR Brygady czy Człowienia, ponieważ ich płyty też by się tutaj nadawały, ale w końcu 10 nie jest gumowa. Jutro zapraszam na notowanie najgorszych płyt 2009 roku.

28
grudnia

Podsumowania 2009: Rozczarowania (TOP 10)

Kategorie: Podziemie, Polski Rap, Ranking  Autor: TIREX

Rozpoczynamy podsumowania 2009 roku. Tak, jak już wspominałem. Przygotowałem 4 rankingi, które publikowane będą stopniowo od dziś, do 31 grudnia. Na pierwszy ogień idą rozczarowania, czyli płyty nie tyle dobre, nie tyle kiepskie, ale po prostu spodziewałem się po nich więcej. Jedziemy.

10. Fabuła - Dzieło sztuki (Step Records)

Miał być – o ja pierdolę, debiut stulecia, mocne uderzenie z Białegostoku – lecz trochę nie wyszło. Oczywiście, nie można powiedzieć, że chłopaki z Fabuły to totalne wacki bez flow i zrobili jakieś gówno, bo tak wcale nie jest, acz album wypadł poniżej oczekiwań. Myślę, że duży wpływ ma na to ilość materiału. 20 utworów opartych na bardzo podobnie brzmiących bitach to trochę za dużo. Niewątpliwie, największym plusem wydawnictwa Step Records są… goście. Bardzo dobrze zaprezentował się Ero, Pyskaty, HST, Pih no i oczywiście Mes, który w singlowym “Życzeniu śmierci”, wciągnął nosem cały album chłopaków.

9. Trzeci Wymiar - Złodzieje czasu (Fonografika)

Zapowiadało się dobrze, wyszło jak wyszło. Zdecydowanie album jest za długi. Ja rozumiem koncepcje 2CD jako 2×12 = 24 h, ale – mimo wszystko – gdyby wywalić to i owo, wydając to na jednym krążku, byłoby ciekawiej. Nadal jednak  mamy do czynienia ze świetną techniką. Śmiało można powiedzieć, że pod względem umiejętności, Szad, Nullo i Pork reprezentują poziom, który jest wręcz nieosiągalny dla większości polskich raperów. Produkcyjnie również jest dobrze – ciężkie, klasyczne brzmienie, za które odpowiada DJ Creon oraz Kut-O. Pomimo wielu pozytywnych opinii, najnowszy krążek 3W nie przemówił do mnie tak bardzo jak „Inni niż wszyscy”. Rozczarowałem się.

8. Proceente – Galimatias (Aloha Entertainment)

Chciałem czegoś w stylu bardzo dobrej „Jedyneczki”, tymczasem „Galimatias” okazał się swego rodzaju eksperymentem. Teksty bardziej poważne, bity bardziej ‘przekombinowane’… Nie wyszło to bynajmniej źle – broń Bożę! – aczkolwiek to nie jest to. Lubię Procenta i momentami mam wrażenie, że po prostu za dużo oczekiwałem. Za to wydanie jakie fajne… ;)

7. W.E.N.A. & Rasmentalism - Duże rzeczy (brak)

Po bardzo dobrym solo Weny i ‘jedynie dobrym’ krążku duetu Rasmentalism, spodziewałem się czegoś na równie wysokim poziomie. A co dostałem? Strasznie przeciętną płytę, która nie wniosła nic nowego. Słuchając „Dużych rzeczy”, nie mogę pozbyć się wrażenia, że ten materiał powstał po prostu na siłę. Nie znajdziemy tutaj żadnych nowych patentów, innowacji, czy czegokolwiek, co przykułoby moją uwagę. Wena w znacznie niższej formie, aniżeli na „Wyższym dobrze”, Ras jak to Ras, średnio go lubię, a Ment? Przekombinował. Efekt jest mierny.

6. Waldemar Kasta – 13 (Szpadyzor Records)

Zapowiadany był wielki powrót, a wyszła raczej klapa. Szkopuł tkwi w tym, że Waldek we wszystkich kawałkach rapuje w taki sam sposób. Wyraźne akcentowanie, wolna nawijka, brak polotu. Tak właśnie można scharakteryzować „Trzynastkę”. Nawet dobre podkłady wprost od Matheo, nie były w stanie uratować tej płyty przed jej monotonnością. Dwa kawałki dobre, reszta W.

5. Shellerini & Słoń - Unhuman Mixtape (brak)

“Wyższa szkoła robienia hałasu” i “Chore melodie” to dobre produkcje. Po ich następcy, spodziewałem się naprawdę czegoś dobrego… niestety przeliczyłem się. Shellera (tak, to ten sam, którego zjadł Owal) nigdy nie lubiłem, więc chuj z nim, ale Słoń… Na „Unhuman” często zdarza mu się powtarzać zwroty, które wcześniej już gdzieś nawinął i bynajmniej nie można tego podciągnąć pod follow-upy. Cały koncept mixtape’u opiera się na tym, że go po prostu nie ma. Jest to taka płyta dla płyty. Parę kawałków o tym, parę o tym, trochę panczy i nic poza tym.

4. Pezet - Muzyka emocjonalna (Future Mind)

Nie wiem, Pezet, co ty chciałeś osiągnąć tą płytą. W 2007 “Muzykę rozrywkową” umieściłem w TOP 3 najlepszych płyt, teraz niestety – rozczarowanie i jednocześnie najsłabsza ze wszystkich “Muzyk”. Muzycznie album bardzo dobry, tylko komu – oprócz ‘zakochanych’ emo gimnazjalistek – chciałby się słuchać tego pierdolenia? Na pewno nie mi. Dawaj lepiej płytę z Małolatem!

3. Raca/PeeRZet - Vis A Vis (Staytrue Label)

Podobnie jak w przypadku “Dużych rzeczy”. Raca i PeeRZet w zdecydowanie niższych formach, niż na swoich poprzednich projektach. Płyta po prostu nudna. Tyle

2. VA - Jestem stąd (Fonografika)

Jedno jest pewne – Poznań ma mocną scenę. Szkoda tylko, że składanka mająca na celu wypromowanie regionu wielkopolski na rapowej mapie polski, w ogóle tego nie odzwierciedla. Mówisz: “Poznań” – myślę… Peja? Nagły Atak Spawacza? No właśnie. I gdzie oni są? Zamiast legend, dostaliśmy jakieś gówna typu Erijef Massiv, Hona & Antek, Czas dla nas czy Niczego sobie. Kurwa, co?! Taki projekt miałby naprawdę duży potencjał, który przy tym wydawnictwie nie został w ogóle wykorzystany. Sprawiło to, że „Jestem stąd” przeszło bez echa. Może innym razem…

1. Onar - Jeden na milion (Onar.com.pl)

Idąc w ślady Pezeta, kolega z Płomienia 81 - Onar, również zaliczył regres. Dwa lata temu wydał po prostu dobrą solówkę, a teraz widocznie ma ambicje na bycie polskim Rick Rossem. Szkoda tylko, że z mizernym skutkiem. Kiepska okładka, plastikowe bity, wtórne teksty = krok w tył. Pow, pow, pow!

A już jutro wieczorem zapraszam na ranking wyróżnień.

1
stycznia

2009… co nam przyniesie?

Kategorie: Polski Rap, Ranking  Autor: TIREX

Witam w nowym roku. Blog wystartował 23 kwietnia 2006, więc jakby na to nie patrzeć - niedługo będzie obchodził trzecie urodziny ;)

Miałem już przygotowaną mowę powitalną, wprowadzającą Was w 2009 rok, ale niestety musiałem z niej zrezygnować. Jak zawsze, zaniedbałem parę spraw i przegrałem z czasem. Styczeń, to Wam powiem…

Przechodząc jednak do sedna, na początku tego tygodnia sporządziłem sobie listę, jakie polskie produkcje zostały zapowiedziane na 2009 rok i wybrałem z nich tylko te, na które czekam.

Kolejność alfabetyczna.


Afront - “ADHD”

Afronty odeszły z Asfaltu, co spowodowało, że trzeci legal łódzkiej grupy nie trafił do nas 24 listopada, a szkoda. Janek i Kasina na bitach Dulewicza - mam nadzieję - w tym roku.

Poziom oczekiwania: 5/10

Brahu - “???”

“Wchodzę do gry” było całkiem niezłym debiutem w 2007 roku. Raper i producent z Gdańska zapowiedział, że w tym roku uderzy z nową produkcją. Z chęcią sprawdzę.

Poziom oczekiwania: 4/10

Chada - “C.H.A.D.A.”

Chada w 2003 roku nagrał dobrą płytę z Pihem, teraz przyszła pora na solo. Promomix albumu pojawił się jakoś podczas minionych wakacji, a dokładnej premiery jeszcze nie ma ustalonej… Tak czy inaczej, album powinien ukazać się w tym roku. Gościnnie Pih, Mes, Onar Pyskaty, Fu, HST i Miodu.

Poziom oczekiwania: 5/10

Emazet & Procent / DJ Gris - “T.O.A.S.T.”

Wydana w październiku 2007 roku wspólna płyta E/P o dziwo przypadła mi do gustu. Muszę przyznać, iż nigdy nie podziedziwałem się, że usłyszę tak dobry materiał od reprezentantów Szybkiego Szmalu. Pierwotnie planowany na jesień 2008 mixtape “T.O.A.S.T.” trafi do słuchaczy w tym roku. Już niebawem zapoznanym się z pierwszym singlem zwiastującym materiał. Będzie to kawałek pt. “Oddech”, którego produkcją zajął się Święty.

Poziom oczekiwania: 4/10

O.S.T.R. - “O.C.B.”

Mówi się, że nowy album Ostrego będzie nieco krótszy, niż dotychczasowe produkcje (ok. 60 minut). Przedstawiciel Asfalt Records przypomni nam o sobie prawdopodobnie pod koniec lutego albumem “O.C.B.”, który w całości będzie dedykowany synowi rapera.

Poziom oczekiwania: 4/10

Pyskaty Skurwiel - “Pysk w pysk”

Po naprawdę wielu przesunięciach premiery, Pyskaty poinformował, że jego pierwsze solo powinno ukazać się w okolicach kwietnia. Na reszcie.

Poziom oczekiwania: 6/10

Pezet/Małolat - “???”

Wspólny projekt braci Kaplińskich również miał ujrzeć światło dzienne w zeszłym roku. Niestety tak się nie stało. Zresztą, nie dziwie się - skoro Pezet w połowie lutego mówił, że mają dopiero napisany jeden pełny kawałek… Nieoficjalnie mówi się o drugim kwartale roku.

Poziom oczekiwania: 7/10

Płomień 81 - “???”

Nowy Płomień na 10 lecie działalności? Bardzo chętnie!

Poziom oczekiwania: 7/10

Szybki Szmal - “Mixtape 2009″

Nowy mixtape SzSz powinien ukazać się w tym roku, z okazji (podobnie jak Płomień) - dziesiątej rocznicy działania składu.

Poziom oczekiwania: 4/10

Ten Typ Mes - “???”

Spodziewam się płyty roku. Jeśli Typowi uda się przeskoczyć poziom “Alkopoligamii” to na pewno się nie zawiode.

Poziom oczekiwania: 11/10

Trzeci Wymiar - “Złodzieje Czasu”

Album ma być kontynuacją stylu zaprezentowanego na krążku “Inni niż wszyscy”, czyli na szczęście ‘hitów’ w stylu “Dla mnie masz stajla” nie znajdziemy.

Poziom oczekiwania: 4/10


Z zagraniczym rapem - tak jak pisałem wczoraj - nie jestem zbytnio na bieżąco. Na pewno czekam na nowe Dogg Pound (album jakoś w pierwszym kwartale roku), oraz na “Detox” Dre, który i tak pewnie wyjdzie w 2012 ;)

Apropos Pezeta - była mowa o jego solówce, lecz nie umieściłem jej na liście. Dlaczego? Spójrzcie sami - Pezet/Małolat, Płomień 81 i Pezet solo w ciągu 12 miesięcy? Wątpię, nawet bardzo.

PS. Trochę zaniedbałem komentarze. W poczekalni jest ich cała masa, lecz zajmę się tym jutro.

31
grudnia

Podsumowanie 2008: Polskie wypały

Kategorie: Polski Rap, Ranking  Autor: TIREX

Postanowiłem nie rozmieniać się na drobne. Po ostrej selekcji i bardzo wielu zmianach, trafia do Was subiektywna lista dziesięciu najlepszych, polskich produkcji tego roku.


10. DonGuralEsko - El Polako

Najgorszy z najlepszych jest Gural. Wiem, że na on durne teksty, wiem, że (niestety) gimnazjaliści puszczają sobie “El Polako” z komórki, ale mimo wszystko jaram się jego stylem. Wobec albumu miałem spore oczekiwania, ale - jak to często bywa - z lekka się zawiodłem. Podobnie jak było w przypadku “Drewnianej małpy rock”, otrzymaliśmy nieco monotonny album, który jednak może się podobać. Bity rodem zza oceanu, nieskomplikowane teksty w konwencji Braaga - takie właśnie jest “El Polako”.

9. DJ Decks - Mixtape Vol. 4

Nie wspominając, że na czwartej części mixtepju Decks’a pojawiło się Hemp Gru, PTP czy jakaś tam K8 (wannaBeyonce) - mamy doczynienia z całkiem niezłym materiałem. Broni się on przede wszystkim wszechstronnością. Poznański DJ potrafi wysmażyć pseudo-crunk dla PTP, uliczny banger dla Mr. Kruggi, g-funk dla 2cztery7 czy nawet cykacze dla Płomiania. Bez szału, ale na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.

8. Fisz/Emade - Heavi Metal

Kiedy tylko usłyszałem “Wiosne 86″ wiedziałem, że obok tego albumu nie będę mógł przejść obojętnie. Fisz zawsze trafiał w mój gust, po przesłuchaniu “Heavi Metalu”nic się nie zmieniło. Jak zawsze mamy doczynienia z nieco abstrakcyjnymi tekstami, aczkolwiek na pewno forma w jakiej Fisz przekazuje je na owej produkcji, jest bardziej zrozumiała dla szerszego grona osób. Emade swoimi produkcjami - które nawiasem mówiąc, zjadają warstwę liryczną - udowodnił, że jest naprawdę dobrym producentem. Kropka.

7. Molesta Ewenement - Molesta I Kumple

Niezły Włodi, wkurwiający Vienio i trzymający całkiem przyzwoity poziom Pelson - taki możemy określić ten album. Nie zapominajmy jednak o najważniejszym - o gościach. Oni odgrywają tu właściwie pierwsze skrzypce. Spośród nich na pewno wyróżniają się Mes i Pezet, którzy kawałkiem “Mówie nie” zjedli całą płytę. Do grona udanych zwrotek spokojnie możemy zaliczyć jeszcze choćby Eldo, Ostrego, Pjusa (mimo, że kawałek wyszedł jakieś 3 lata temu) oraz Ero (za którym na co dzień
nie przepadam). Zawiedli Fu, Wigor i Kosi (nigdy go nie lubiłem, zostało mi to do dziś). Streszczając warstwę muzyczną - jest dość przeciętnie. Pomimo, że o bity zadbali m.in. Returnersi, Szczur, Kuba O. czy Głośny - nikt mnie nie powalił.

6. Peja - SoLUfka - Styl życia G’N.O.J.A.


Rychu w mikołajki uderzył swoim nowym, a zarazem pierwszym solowym albumem. Jak możemy się zorientować już po tytule, jest to Peja bez Decksa. Jak poznaniak poradził sobie bez pomocy wieloletniego kompana? Dobrze, choć bez rewelacji. Peja na bitach Zelo, Julka, Squry czy wypada całkiem nieźle, w warstwie tekstowej właściwie bez zmian. Trochę o ulicy, o pannach, o sobie, o poznaniu i nic poza tym. Gdyby nie sentyment nie wiem, czy “Styl życia gnoja” zawitałby w Top 10.

5. Emil Blef - Mam taką twarz, że ludzie mi ufają… Billing

Długo oczekiwany album Blefa w maju tego roku trafił na półki sklepowe. Przez niefortunnie zaplanowaną datę wydania, było sporo problemów z dostaniem “Billingu” w sklepach muzycznych, ale - jak to się mawia - kto szuka ten znajdzie. Mniejsza z tym. Przechodząc do zawartości, album oparty głownie na jazzowych bitach i co najważniejsze - “R” Blefa już nie rzęzi jak stary silnik. Zapewne jest to zasługa jego żony, która jest logopedką. Sprawiło to, że Emil poczynił progres w swoim stylu nawijania. Materiał dobry, to na pewno, ale tylko jeśli słuchamy go w pewnych odstępach czasowych.

4. Eldo - Nie pytaj o nią

Leszek zawiódł, oj zawiódł. Początkowo byłem bardzo negatywnie zaskoczony Eldoką na elektronicznych bitach typu “Miasto gwiazd” czy nawet “Zamiast wstępu”. Z kolejnymi przesłuchaniami było coraz lepiej, ale jednak nie tak dobrze jak np. z poprzednią solówką rapera. Mówiąc wprost - jak na Eldo - przeciętnie, ale jak na poziom polskiego rapu - dobrze. Eldo to Eldo i nie wyobrażam sobie, jak mogłoby go zabraknąć na tej liście.

3. O.S.T.R. - Ja tu tylko sprzątam

Ostry, który - z przykrością muszę to powiedzieć - powoli staje się maszyną do robienia muzyki, nie zaskoczył mnie swoim aktualnym albumem. Przez to, że jego albumy wychodzą od paru lat równo co rok, nieco znudził mi się rap pana Ostrowskiego. Mimo wszystko - źle nie jest. Największym minusem jest na pewno długość materiału jak i brak choćby jednego polskiego rapera.

2. Pih - Kwiaty zła

Zdecydowanie jeden z bardziej oczekiwanych albumów roku. Zapowiadany początkowo na przełom września i października 2007, album białostockiego rapera trafił do słuchaczy dopiero pod koniec grudnia tego roku. Opłacało się czekać? Jak najbardziej! Jest to chyba najspójniejszy album Piha. Członek nie istnijącego już składu JedenSiedem nagrał ciężki i mroczny album z przemyślanymi tekstami. Nie znajdziemy tu takich ckliwych refreników jak na “Krew, pot i łzy” tylko hardkorowe opowieści o zepsuciu dzisiejszego świata - ludzie po raz trzeci zabijają się dla cyfry, seryjni mordercy są wśród nas, a na tym wszystkim rosną zła kwiaty, proste. Poza Miodem, który gościnnie pojawia się w dwóch utworach, jeszcze większy niesmak pozostawia Fokus, który - najwyraźniej inspirując się Żuromem - nagrał najgorszą, offbeatową zwrotkę w swoim wykonaniu. Przymykając oko na dwa wymienione powyżej minusy - mamy doczynienie z ponad 90 minutami dobrego rapu.

1. 2cztery7 - Spaleni innym słońcem

Wiele osób zarzuca Mesowi, Pjusowi i Stasiakowi, że robią chuj, a nie g-funk - całkowicie niesłusznie. Zastanówcie się sami - czy istnieje jakiś miernik, który określi, co tak naprawdę jest g-funkiem? Wątpię. Wiadomo, że robiąc to w Polsce, nie otrzymamy xera pierwszego albumu Snoopa czy też klasyka Warrena G. Tak czy inaczej, mi album bardzo przypadł do gustu. Nieważne jak się to nazywa, polski g-funk czy rumuńska biesiada - materiał uważam za naprawdę dobry i świeży na polskim rynku fonograficznym. Czekałem na niego stosunkowo długo, premiera ciągle się odkładała (Embargo chuje!), ale tak jak w przypadku Peiha - opłaciło się. Znalazłem Kalifornie w Polsce!



Gdyby dziesiątka była gumowa, na pewno wepchnąłbym tu jeszcze np. bardzo mocny debiut Jeżozwierza, który ni z gruchy i nie z pietruchy, zaserwował nam w kwietniu swoje solo “Jebać tytuł”, jak najbardziej godne polecenia. Na propsy zasługuje także krążek “Oddycham smogiem” Magiery, Tymona i Małego72 oraz “Insert” Łony i Webbera. Na listę nie trafiły tylko dlatego, że są bardzo ubogie. Jasne, liczy się jakość, a nie ilość, lecz wolałbym pełny longplay z playtime’m ok. 50 minut.

Sorry za jakieś ewentualne błędy - czy literówki czy gramatyczne - ale niestety pewną część listy zostawiłem na pendrivie, który bezpiecznie leży sobie w domu mojej babci - i jak się domyślacie - opinie niektórych produkcji musiałem pisać ponownie.

 
statystyka