Tag ‘1553’

19
lutego

Pezet w Wysokich Obcasach

Kategorie: Polski Rap, Wywiady  Autor: TIREX

Pezet

W sobotę moja Mama przeglądając gazetę “Wysokie Obcasy” zauważyła, że znajduje się w niej wywiad z Pezetem, nosi on tytuł “Posiadam wyższą kulturę”. Postanowiłem go najpierw zeskanować, ale się nie udało, bo nie chciało mi się biegać po kolegach, aparat też odpada, ale przecież mam ręce :D
Zapraszam do lektury, oto wywiad:

“Ostatnio zagrałem parę pierwszych koncertów na trzeźwo”

Najpierw nagrałeś dwie płyty pełne wrażliwych, refleksyjnych tekstów. Teraz nagrałeś trzecią w temacie: wóda, ćpanie i seks. A na końcu poinformowałeś, że to już nieaktualne, bo się żenisz.

Płyta powstawała, kiedy to wszystko się działo. Jest na niej obraz przerysowany, ale prawdziwy. Nie wypieram się jej, choć wiele osób błędnie ją odbiera. Chciałem poinformować słuchaczy, że ten okres mojego życia już się skończył. Sam potrzebowałem się od niego odciąć. Może ktoś się z tym utożsami, może ta płyta odda czyjeś życie. Ale już nie moje. Miały wyjść dwie płyty. Ta jest wulgarna i seksistowska. W trakcie jej powstawania zacząłem pracować nad alternatywną, która pokazałaby inną stronę mnie. Nie powstała, bo Ajron, który robił mi muzykę, zrezygnował. Ja z rapu żyję, on ma inne priorytety. Chciałbym tę płytę wydać jeszcze w tym roku. Mam potrzebę pokazać, że można mieć taki styl życia jak ten na ‘Muzyce rozrywkowej’ i nie być wyzutym z wartości. Bo po “Muzyce rozrywkowej” zrobił się straszny problem. Ludzie mówią: popierdzieliło mu się w głowie. Spodziewałem się, że namieszam, ale nie tego, że odbiorcy ograniczą mój wizerunek tylko do tej płyty.

Młodszym od ciebie chłopakom zaimponowałeś. Na forach piszą, że twój ślub to zdrada. W ich oczach tracisz wiarygodność.

Nic na to nie poradzę. Na portalach hiphopowych wypowiadają się ignoranci, którzy myślą, że nieaktualny równa się nieprawdziwy. Z taką płytą trudno dotrzeć do ludzi szukających w muzyce wyższej kultury. Którą zresztą posiadam. Ale są różne rzeczy do dania w muzyce.

Co dałeś ‘Muzyką rozrywkową’?

Intensywne i płytkie emocje. Ta płyta nadaje się, żeby zaszaleć w klubie albo puścić ją w samochodzie i wcisnąć gaz.

Ta płyta jest smutna. Pijesz do nieprzytomności, nie pamiętasz, z kim uprawiałeś wczoraj seks, dni przesypiasz, w nocy pracujesz i wariujesz, a w ostatnim kawałku strzelasz sobie w łeb.

Faceci zapętlają się w takim trybie życia, szczególnie jak są sami.

Kiedy zacząłeś tak żyć?

Od początku funkcjonowania w tej branży. Pierwsze płyty były może wrażliwsze, ale niepozbawione takich treści. Na “Muzyce rozrywkowej” skondensowałem je, ale byłbym idiotą, sądząc, że człowiek żyje tylko takimi rzeczami.

Pewnego dnia poczułeś, że używki cię niszczą?

Do tej pory czuję spuściznę imprez w moim organizmie. Mam skłonność do samodestrukcji, dlatego taki styl mnie porwał. W rapie intensywność życia jest tak ogromna, że grozi ci zatracenie. Już sam nie wiesz, co myślisz. Używki potęgują emocje. Można zwariować.

Masz jakiś patent na rozładowanie stresu przed koncertem?

Patentem było, żeby się upić. Ostatnio zagrałem parę pierwszych koncertów na trzeźwo. Były ciężkie, ale odnalazłem w tym coś fajniejszego niż granie po pijaku. Granie po pijaku sprawia, że oszukujesz siebie. Myślisz, że zagrałeś lepiej, niż naprawdę zagrałeś. Mimo to zagrałem sporo dobrych koncertów. Rapowych, a to ma swoją specyfikę. Inną niż stadionowy rock typu Guns N’ Roses. Ale te koncerty opierały się wyłącznie na żywiołowości i interakcji. Publiczność jest pijana, ja jestem pijany, łapiemy hardcore’owy kontakt. Później oglądasz nagranie i okazuje się, że nie było aż tak różowo. Po to brałem używki. Zmieniały moją percepcję w filmowe, odrealnione obrazki.

Dlatego przestałeś pić?

Również. Zorientowałem się, że to nie ja kontroluję życie. Zacząłem się leczyć. Przyszedł okres euforii: nie piję i jest super. Organizm się regeneruje, ja widzę, że na trzeźwo można przyswajać fajne bodźce. Ale na leczeniu ostrzegano mnie, że po okresie euforii pojawiają się problemy. Wiele rzeczy przestaje ci odpowiadać. Na przykład niektóre kontakty towarzyskie.

Straciłeś znajomych?

Większość kolegów, takich od dzieciaka, wykruszyła się. Dzwonili, jak zawsze, wyciągać na imprezy. Mówiłem, że nie piję, nie chcę. Najczęściej słyszałem: ‘Co ty pierdolisz?’. Jak się zorientowali, że to na serio, uruchomili opcję: ‘No to kiedy zaczynasz znowu?’.

Nie da się bawić na trzeźwo?

Jak nie piję, robię się mało towarzyski. Rzadko wychodzę, bo jak idę do klubu, czuję się wyautowany. A ponieważ nie piję już dosyć długo, pojawiają się myśli w rodzaju: ‘Może już mogę walnąć drinka i będzie OK?’. Kiedy przestawałem pić, byłem pewien, że jestem uzależniony od alkoholu. Teraz moja pewność osłabła, ale przed tym też mnie ostrzegano.

Chodzisz cały czas na terapię?

Już nie, choć powinienem.

Słuchając płyty, można pomyśleć, że od przypadkowego seksu też jesteś uzależniony.

Na płycie stworzyłem mocny obraz. Już nie wiem, czy tak było. Chyba tak. Opowiedziałem też trochę historii nie moich, ale zaobserwowanych.

W twojej branży są dziewczyny, które tak żyją? Od klubu do klubu, od łóżka do łóżka?

Zdecydowanie.

Tylko, że one nie mają szacunku tłumów tak jak ty. O nich tacy jak ty mówią: szmaty.

To stereotypy. Są nieprawdziwe, ale brane za prawdę. Sam się na nich łapię, bo jestem jednak w dużej mierze szowinistą. Jeżeli po ulicy idzie pijany mężczyzna, pomyślisz: miał zły dzień. Na widok pijanej kobiety ludzie mówią: dziwka.

Co myślisz o tych dziewczynach, z którymi przespałeś jedną noc albo spędziłeś 20 minut w toalecie?

Nie podchodziłem do nich jak do miłości życia. To nie były kobiety, które mogły mnie czymś złapać, zaimponować mi. Ale sam nie byłem wtedy facetem, który mógłby im zaimponować czymś wartościowym. Nie miałem nic do zaoferowania.

Jesteś gwiazdą polskiego rapu. Nie sądzisz, że kiedy ty chciałeś zaszaleć z kimkolwiek, one mogły szaleć na twoim punkcie?

Pewnie tak się zdarzało.

Żadnych wyrzutów sumienia?

Poczucie winy mam do tej pory. To nie jest tryb życia, w którym możesz czuć się dobrze sam ze sobą. Niestety, on się kobietom podoba. Gdyby tak nie było, wiedziałbym, że warto z niego zrezygnować, bo jest gówno wart. Nie wiem, co je w tym kręci, ale coś na pewno.

Może każda marzy, że z miłości do niej zmienisz się z drania w cudo?

No właśnie. I potem każda dziewczyna chce zmieniać mój charakter. Ja zmieniłem w swoim życiu dużo. Lubię o tym pamiętać. Ale fakt, że tamto dodaje mi atrakcyjności, strasznie ciągnie w dół.

Twoja przyszła żona może mieć do ciebie zaufanie?

Tak, bo pierwszy raz traktuję kobietę z należytym szacunkiem. Nie jestem już tak zagubiony, żeby szukać czegoś u innych kobiet.

Jak się poznaliście?

Przyjaźniliśmy się od dawna. Pół roku temu byłem w ciężkiej depresji. Do tego stopnia, że straciłem zainteresowanie seksem. Spotykaliśmy się, spędzaliśmy ze sobą całe dnie. Wyszedłem z czarnej dziury. Gdyby nie ona, to nie wiem, co by się stało. Pewnie popłynąłbym w stary tryb życia.

Z narkotyków też zrezygnowałeś. Tylko papierosy ci zostały.

Sześć miesięcy nie paliłem. Palę znowu od wczoraj. Nie mam siły rzucać wszystkiego naraz.

Twoi rodzice znają tę płytę?

Przesłuchali. Mama jak słucha rapu, to nie słyszy słów. Mówi, że dla niej ta forma jest kompletnie nieczytelna. Słyszy, jak rzucam kurwami, więc mówi: “O Jezu, ile ty przeklinasz!”. No tak, przeklinam. Wielu rzeczy rodzice o mnie nie wiedzą. A ja im nie mówię, bo po co?

Co ludziom opowiesz na następnej płycie?

Dołki też będą. Nie powiem: słuchajcie, jestem grzeczny, wstaję, piję kawę, idę do pracy. To nudne. Ale nie muszę zabawiać słuchaczy opowieściami o seksie i kokainie.

Dobrze się żyje z hip-hop’u?

To pojęcie względne. Jestem w stanie się utrzymać. Dopóki szalałem, było ciężko, bo ten styl życia był bardzo kosztowny.

Ile byłeś w stanie wydać w jedną sobotnią noc?

10 tys. zł nigdy nie wydałem. Ale 2 tys. tak. Może byłem bardzo głupi, ale to, skąd pochodzę, spowodowało, że pierwsza kasa w połączeniu z popularnością wciągnęła mnie w wir nocnego życia.

Skąd pochodzisz?

Miejsce jak każde inne. To raczej kwestia priorytetów środowiska. Funkcjonowałem w kolektywach ogólnoosiedlowych na Ursynowie. Źle pokierowałem swoim życiem na etapie szkoły średniej. Wtedy niektórzy wyszli na ludzi w trybie normalnym. Kończyli liceum, szli na studia, otwierali biznesy. Myśleli o przyszłości. Ja kompletnie takie rzeczy negowałem. Zdarzyło mi się nie zdać dwa razy w liceum. W trzeciej klasie praktycznie nie bywałem w szkole. Jeździłem na deskorolce, słuchałem muzyki i paliłem jointy. Potem dopadała mnie rzeczywistość i nadrabiałem. Tak się kształtuje całe moje życie. Do tego miałem wokół siebie ludzi, którzy problemy finansowe rozwiązywali w specyficzny sposób. Dużo imprezowali, handlowali narkotykami. Trzeba być bardzo silnym, żeby mieć pokusę szybkiego zarobku i z niej nie skorzystać.

Na co szły te pieniądze?

Wyobraź sobie, że pochodzisz z domu, w którym się nie przelewa. Chodzisz do podstawówki, widzisz dzieciaki z różnych warstw. Niektóre są lepiej ubrane. Zaczynasz kombinować, jak najkrótszą drogą do tego dojść. Co zrobić, żeby kupić sobie fajne buty. Szukasz tej drogi, wybierasz ją, ona cię gubi, ale wtedy jeszcze tego nie wiesz. Ja miałem to szczęście, że trafiłem na rap.

Dziś wiem, że nie jestem idiotą.

A oni? Co teraz robią?

Wielu wybrnęło podobnie jak ja. Borykają się z brakiem kasy, ale uniknęli rozpadu. Ci, którzy nie zrezygnowali z tego trybu życia, siedzą w więzieniu albo są na zasiłkach i w pobliskim pubiku codziennie piją piwo.

Poszedłeś na studia?

Byłem dwa i pół roku na dziennikarstwie na UW. Rzuciłem to. Napisałem kilka wątpliwej jakości felietonów do ‘Metropolu’, pracowałem w Vivie jako prezenter, byłem kiepski. Nie dawałem się przekonać, że warto jest włożyć w to trochę pracy. Jak był dołek finansowy i szedłem do pracy, to po miesiącu i tak rezygnowałem. Nie umiałem wypracować w sobie myślenia: tak trzeba. To zawsze przeszkadzało moim dziewczynom. Teraz mam pierwszą w życiu partnerkę, która rozumie, że ja chcę robić rap. Robiąc coś, co mnie nie kręci, dusiłbym się i wkurwiał. Może to jest niedojrzałe, ale kiedyś sobie postanowiłem: póki mogę, to będę w tym tkwił, żeby nie wiem co.

Nigdy nie bałeś się, że wylądujesz pod mostem?

Whatever. To wyląduję.

Duże poczucie bezpieczeństwa.

Przeciwnie. Po prostu to, co innych kosztuje minimum wysiłku, dla mnie jest obowiązkiem wyciskającym pot z czoła. Osiedlowe życie przyzwyczaiło mnie do strasznego lenistwa. Przed studiami życie spędzałem na piciu piwa, patrzeniu w telewizor, chodzeniu na imprezy, paleniu i uważałem, że nie ma w tym nic złego. Okazało się, że jest.

Ale nagranie płyty to kupa roboty.

Przy robieniu rapu nie uaktywnia się we mnie mechanizm, który działa przy każdej innej pracy: że mam ochotę to pierdolnąć i wyjść. Gdybym wiedział, że mogę pozwolić sobie na całkowite poświęcenie tej branży, bo się utrzymam, nagrywałbym płytę za płytą, spędzałbym całe dnie w studiu i byłbym szczęśliwy. Nie da się, bo polski rynek fonograficzny ci na to nie pozwoli. Tu nie ma kasy na takie inwestycje. Jestem perfekcjonistą i zawsze mam mnóstwo zastrzeżeń do swoich produkcji. Na polskim rynku nie osiągnę takiego brzmienia, jak bym chciał. Nie stać mnie na mastering z prawdziwego zdarzenia. Gdybym się na niego zdecydował - nic bym nie zarobił na płycie.

Jakie są twoje dochody?

Nieregularne. W skali roku zarabiam pewnie 3 tys. miesięcznie. Czasem wpada 20 tys., a czasem nic. Bywa, że najpierw żyję jak król, a potem jak menel.

W utworze “Mam ten styl” wymieniasz marki hiphopowych ciuchów, które lubisz, i te, które są obciachowe.

To trendy kreowane przez nas dla nas. Jestem fetyszystą firmowych ciuchów. Czuję się dobrze, jak mam na sobie rzeczy ulubionych marek. Mam też taką przypadłość, że kręci mnie to u dziewczyn. Wyniosłem to ze starych osiedlowych czasów: każde pokazanie się w grupie było czymś. Dobre ciuchy robiły z ciebie zajebistego gościa. I to mi zostało.

Oceniasz innych po ubraniu?

Bez przesady. Ale zwracam na to uwagę. Do tego stopnia, że mogę myśleć o kimś: kretyn, i jednocześnie widzę, że ma fajne ciuchy.

Masz wokół siebie zaufanych krytyków, którzy powiedzą ci szczerze, że jakiś numer jest do bani?

Mało. Większość powie: to jest dobre. Bo tak myślą. Nie słyszą moich błędów. Czasem producent mówił mi: “Stary, ta zwrotka nie jest dobra, bo opowiada jakąś historię, która nie ma pointy”. Łapię się na tym, że sam nie wiem, czy jestem dobry, czy słaby, czy jeszcze mam coś do powiedzenia. Nie mogę usiedzieć w miejscu, żeby nie nagrać czegoś nowego. Teraz powinienem odpocząć, zaczerpnąć inspiracji. A jednak cały czas staram się pisać.

Alkohol i narkotyki pomagały ci pisać?

W pisaniu najbardziej pomaga moment, w którym przestajesz rozumieć sam siebie. Jesteś tak zakręcony, że musisz coś z siebie wypluć, bo nie wytrzymasz. Kiedy prowadzisz ustabilizowany tryb życia, tego jest znacznie mniej. Kasia Nosowska powiedziała, że człowiek jak jest szczęśliwy, to nie tworzy, bo nie ma na to czasu. Jest zajęty swoim szczęściem. Zgadzam się z nią.

To znaczy, że zaraz przestaniesz tworzyć?

Spokojnie. Mam jeszcze taką cząstkę siebie, której nie rozumiem, i taką część życia, która mi się nie podoba. Poza tym, jak przestanę tworzyć, to przestanę mieć z czego żyć, więc znowu nie będę szczęśliwy. Nic w przyrodzie nie ginie.

To tyle ;)

Tagi: , , ,

 
statystyka